Prezentacje

Volkswagen Jetta 1.2 TSI Comfortline

2011-09-04

        Autor: Łukasz Kamiński    Zdjęcia: Łukasz Elszkowski


Motoryzacyjna bezpłciowość to wada, czy paradoksalny przepis na niemal idealny, wygodny i pakowny samochód? Prześwietlamy Volkswagena Jetta - monotonnie porywający, czy szalenie stateczny?

Jaki dziś jest Volkswagen każdy widzi. Niekiedy wręcz absurdalnie nudny, potrafi jednak zachwycić przymyślaną i innowacyjną technologią opakowaną w najczęściej mało porywające, acz nigdy brzydkie nadwozie. Jak było kiedyś?

Volkswagen to z założenia samochód przyjazny w codziennym użytkowaniu, przeznaczony dla ludzi statecznych oraz przeciętnie majętnych. Historia wszystkim znana - zaczęło się od słynnego Garbusa, po drodze zahaczając o ruch hippisowski z modelem Bulik i Ogórek (T1/T2), w pierszej połowie lat siedemdziesiątych dochodząc do Passata, którego wszyscy znamy do dziś. Rynek wymusił na producencie z Wolfsburga produkcję nowszego niż oklepany, acz cieszący się nieustającą popularnością Beetle’a. Tak narodził się Golf (jako Rabbit w Stanach Zjednoczonych oraz Kanadzie i Caribe w krajach latynoamerykańskich). Auto okazało się tak niebywałym hitem, iż prędko padł koncept budowy na jego bazie innych wersji nadwoziowych. Zaczęto od młodych gniewnych oraz ich sportowych aspiracji - Scirocco. Stworzono wersję pickup (Caddy), otwartą wersję - Golfa Cabriolet oraz pakownego sedana - Jettę. Warto nadmienić, iż wszystkie auta produkowane są do dzisiaj pod niezmienionymi nazwami. Choć historie były burzliwe.

Jetta, zanim spowrotem stała się Jettą, była kilkukrotnie przemianowywana. W Europie w 1992 roku na Vento oraz w 1998 na Borę. Dopiero piąta generacja modelu przyniosła spowrotem pierwowzór i tak do dzisiaj (szósta odsłona zaprezentowana w 2010 roku) mamy do czynienia z Volkswagenem Jetta. Warto zaznaczyć, iż przez szereg lat produkcji, pojazd ten na całym świecie widniał w katalogach m.in. jako Atlantic, City Jetta, Jetta City, Fox, GLI, czy Sagitar, przy czym auta generalnie się nie różniły i na większości rynków były do siebie zbliżone.

W chwili obecnej polityka Volkswagena wpłynęła na fakt, iż Jetta wyrosła na odrębny model, nie została zaś (jak to było pod koniec lat ’70) czterodrzwiową odmianą Golfa. Czy takie zagrania marketingowe pozwolą obronić się niemieckiej limuzynie na mocno nasyconym rynku sedanów klasy niższej średniej?

Ciało
Czym różni się nowa Jetta od tej, wprowadzonej na rynek w 2005 roku? Przede wszystkim zwiększono rozstaw osi, dzięki czemu obecnie auto jest największą limuzyną w klasie (4640 mm długości). Dodając do tego odświeżoną i "zunifikowaną" z pozostałymi modelami linię, bardzo ciężko rozpoznać, czy mamy do czynienia z Jettą, czy Passatem. W zasadzie jedynym elementem charakterystycznym dla obu modeli jest inna ilość chromowanych żeber w przednim grillu oraz umiejscowinie wnęki na tylną tablicę rejestracyjną (Jetta na klapie, Passat na zderzaku).

Nowa limuzyna Volkswagena może się podobać, choć stylistycznych fajerwerków tutaj nie zaznamy. Mamy tradycyjnego sedana - łagodne linie świetnie współgrają z ostrymi pociągnięciami ołówka stylisty, tworząc bardzo zwarte i pojemne nadwozie. Wspomniana unifikacja przyniosła duże przednie reflektory zespolone z kierunkowskazami oraz grill zbliżony do tego z pozostałych modeli marki. Przechodząc do tyłu, nie sposób zauważyć, iż proporcje nadwozia zostały dobrane nienagannie - bagażnik nie wygląda jak doklejony na siłę, samochód wygląda schludnie i nawet największy esteta nie będzie miał się do czego przyczepić. Wysoko poprowadzona linia klapy bagażnika zwiastuje ogromną przestrzeń do zagospodarowania. Na samej pokrywie tablica rejestracyjna dzieli miejsce z częścią potężnych tylnych lamp. Te, mimo braku wszechobecnej ostatnio technologii LED, dbają o wspaniałą prezencję wozu po zmierzchu. Generalnie, gdyby pojazd stał na większych felgach (u nas i tak niemałe 16′), a na załamaniach karoserii połyskiwałby ciemny lakier, to bez skrupułów, możemy używać Jetty jako wozu reprezentacyjnego. Jeśli chodzi o nasz egzemplarz - cóż, na kolana nie rzuca, ale brzydoty, czy nadmiernej nudy zarzucić mu nie można.

Volkswagen oficjalnie oznajmia, że Jetta w chwili obecnej ma być pomostem między Golfem, a Passatem. Okazuje się być jednak nieco inaczej. Zarówno jeden jak i drugi brzeg owego pomostu wykonaniem znacznie przewyższają opisywany model. Zwykło się mówić, że Jetta to Passat w cenie zbliżonej do Golfa, osobiście jednak rzekłbym, że nawet w Polo znajdziemy niekiedy elementy wykonane z lepszych materiałów. Przekonamy się o tym oczywiście wewnątrz pojazdu.

Przede wszystkim, limuzyna z Wolfsburga zasługuje na uznanie ze względu na ogromną ilość miejsca w środku. W kabinie Jetty względnie wygodnie może podróżować nawet piątka dorosłych pasażerów, idealnym zestawem rodzinnym jest z kolei para z dorastającą młodzieżą na tylnej kanapie.

Design wnętrza to stara szkoła Volkswagena. Bez znaczenia, czy siedzieliśmy wcześniej w Polo, Touranie, Passacie, czy Touaregu - wszystkie przyrządy do sterowania urządzeniami pokładowymi odnajdziemy intuicyjnie i w mgnieniu oka. Tradycyjnie przeważa prostota, obowiązkowo połączona z przejrzystością i ergonomią. Podobnie jak przy stylistyce karoserii, tak i tutaj blask innowacyjnego zabiegu stylistycznego nas nie dosięgnie. Niektórzy mniej dociekliwi dziennikarze opisują jakość spasowania wnętrza Jetty jako perfekcyjna. Owszem, wiele zarzucić jej nie można, jednak w mojej opinii, materiały użyte w środku warto określić jako po prostu zadowalajace. Niemal bliźniacze wnętrza pozostałych modeli są znacznie przyjemniejsze w dotyku (mniej "gumowe"). Być może jest to zasługa tego, iż Jetta składana jest z myślą głównie o amerykańskim rynku w meksykańskich fabrykach, inaczej niż znaczna większość aut z obecnej gamy Volkswagena (wyjątek stanowią Golf Variant oraz New Beetle).

Przygotowanie się do jazdy jest nieco uciążliwe, szczególnie, jeśli autem podróżuje kilku kierowców i musimy zmieniać ustawienie fotela. Czynność ta jest utrudniona za sprawą braku tradycyjnego pokrętła regulującego kąt pochylenia oparcia. Zastępuje je dźwignia, która wyłącznie skokowo pozwala dobierać określone pozycje, co nie zawsze ułatwia optymalne dobranie położenia fotela. Do wad należy zaliczyć również podłokietnik. Dobrze, że jest, jednak co z tego, kiedy podczas bezpiecznego (czyt. obie ręce na kierownicy) podróżowania, przynajmniej w moim wypadku, jest on kompletnie bezużyteczny i nie sposób oprzeć na nim chociażby łokieć. Całe szczęście, że chociaż schowek w nim jest pojemny, a gniazda AUX i USB niezmiernie przydatne. Niestety, jak w większości Volkswagenów, musimy ponarzekać również na panel systemu obsługi menu oraz nawigacji satelitarnej. Do samego działania ciężko mieć zastrzeżenia, jednak nieustanny brak polskiego języka obsługi to karygodne niedociągnięcie ze strony Niemców (prawdopodobnie od lipca problem miał być zażegnany - liczymy na to!).

Słów kilka o bagażniku - kilkanaście litrów mniej pojemności niż w poprzedniku nie ujmuje Volkswagenowi Jetta nic z możliwości szczycenia się jednym z potężniejszych kufrów w klasie. 510 litrów swobodnie wystarcza nawet dla kompletu pasażerów wybierających się w daleką podróż. Choć próg załadunku nie należy do najniższych, to nie jest on uciążliwy podczas załadunku bagażu. Po położeniu tylnych oparć otrzymujemy niemal 190 cm przestrzeni gotowej do wypełnienia. Tutaj niestety pojawia się też pewien niesmak - kiedy kanapa jest złożona, powstaje niepraktyczny uskok. Nie pozwala to w pełni wykorzystać możliwości pakownych olbrzymiego kufra. A skoro jesteśmy przy bagażniku, to na negatywny głos z pewnością zasługują ordynarnie wystające zawiasy pokrywy przestrzeni bagażowej. Jest to zaawansowany krok w tył (i to niemal 30 lat!) bowiem nawet poprzednia Jetta unosiła klapę na teleskopach. Poza tym opcja otwierania jej z poziomu pilota jest nie do końca dopracowana i wystarczy kilka kropel deszczu, aby jej waga skutecznie zadziałała przeciwko prawom fizyki. Wtedy to jesteśmy zmuszeni do użycia siły zawartej we własnym bicepsie.

Dusza
Do napędu testowanej Jetty zastosowano silnik o pojemności 1,2 litra. Tak, tak - to nie pomyłka. Od razu śpieszę z obroną tego motoru, gdyż jest to naprawdę wspaniała jednostka. Po choćby najkrótszej przejażdżce mało kto nie prosił mnie o dowód rejestracyjny, celem potwierdzenia moich słów dotyczących pojemności silnika. Jest niezmiernie dynamiczny jak na 105 koni, które oferuje. Do elastyczności również nie można mieć zastrzeżeń, choć turbo dziura (a raczej dziurka, szparka, czy nawet lufcik) potrafi dać o sobie znać, jednak występuje wyłącznie przy wyższych przełożeniach i chęci nagłego przyśpieszenia bez redukcji biegu. W innym wypadku jej obecność naprawdę ciężko dostrzec, co jest zgoła odmiennym zjawiskiem niż w znacznej części pozostałych aut z silnikami benzynowymi wyposażonymi w doładowanie.

175 niutonometrów, osiąganych w szerokim zakresie obrotów (1500-4000), pomagają w sprawnym wykorzystaniu potencjału drzemiącego w małolitrażowym silniku. Przyczynia się do tego również umiarkowana waga pojazu wynosząca 1227 kg oraz fakt, że jednostkę napędową sprzężono z sześciobiegową przekładnią. Kilka modeli koncernu Volkswagena, mimo obecności motoru o tej samej pojemności, dysponuje skrzynią o pięciu przełożeniach, co wpływa negatywnie zarówno na komfort podróżowania (już nasza Jetta do najcichszych nie należy) jak i spalanie.

Zawieszenie charakterystyką pracy odbiega nieco od pozostałych wozów z Wolfsburga. Jest wyjątkowo miękko, jednak zakręty możemy pokonywać pewnie i z ogromnym wyczuciem. Zastosowany zestaw amortyzatorów wraz ze stabilizatorami nie pozwala na nadmierne bujanie się nadwozia. Tak zestrojony układ zawieszenia zdaje się być złotym środkiem, jeśli chodzi o użytkowanie Jetty na polskich drogach. Pojazd prowadzi się z wyczuwalnym panowaniem nad jego torem jazdy, a układ ESP (niestety niewyłączalny) pomaga wyjść z opresji w przypadku utraty trakcji. Z pomocą przyjdzie również ABS, choć wiele do zrobienia miał on nie będzie, bowiem hamulce są bardzo przyjazne w użytkowaniu i można szybko wyczuć proporcje między siłą nacisku na pedał, a skutecznością przeniesienia jej na tarcze.

Współżycie
Volkswagen Jetta podczas wizyty w naszej redakcji został poddany wymagającej znacznego wysiłku próbie. Ponad tysiąc kilometrów z pięcioma osobami na pokładzie, w bagażniku mnóstwo sprzętu i walizek. Jak się spisał?

Gdyby nie to, że, siłą rzeczy, pasażer zajmujący środkowe miejsce tylnej kanapy nie ma co zrobić z rękoma, a dostęp do oparcia jest znacznie utrudniony przez pasażerów siedzących na skrajnych pozycjach, to można by rzec, iż Jetta śmiało może zastąpić niejednego SUV-a. Miejsca na głowę oraz nogi jest wystarczająco (piszemy o osobach o średniej wzrostu 180 cm), a sama kanapa zdaje się być wyprofilowana w sam raz na dalekie wojaże. Z przodu fotele raczą nas rewelacyjną pozycją. Kręgosłup się nie męczy, a ciało pewnie spoczywa w czeluściach siedziska i oparcia (choć w ostrych zakrętach, mogłyby być jeszcze nieco mocniej wyprofilowane). Kierowca czuje się pewnie, ma poczucie panowania nad pojazdem. Do widoczności również nie można się przyczepić, zarówno jeśli chodzi o widok w lusterkach, jak i bezpośrednio w dużych powierzchniach przeszklonych.

Przed ruszeniem kilka słów na temat rozruchu silnika. Aby tego dokonać, obowiązkowo musimy wcisnąć pedał sprzęgła (bez znaczenia, czy mamy wpięte któreś przełożenie, czy stoimy na biegu jałowym). Osobiście i tak zawsze to robię, jednak spotkałem się z opiniami, iż bywa to uciążliwe. Może i coś w tym jest, jednak pochwalamy to rozwiązanie, gdyż pojawia się w coraz większej ilości aut, a chodzi przecież wyłącznie o bezpieczeństwo.

Jetta prowadzi się przewidywalnie i niemal niczym nas nie zaskoczy. Lubi autostradowe prędkości (plus za tempomat o bardzo prostej obsłudze), miejskie pełzanie oraz szybkie partie zakrętów. Aby sprawdzić to ostatnie, wybraliśmy się na Tor Poznań, a dokładniej jego kartingową nitkę, gdzie szybko i sprawnie można zbadać zachowanie się pojazdu w zakrętach o różnym kącie i profilu nachylenia. Volkswagen zdaje tę próbę wzorowo - umiarkowane przechyły pozwalają zachować komfort, a przy tym nie jest zbyt gumowato. To wspomniany złoty środek, do którego nawiązałem wcześniej - alternatywne rozwiązanie rewelacyjnie spisujące się w naszym specyficznym drogowym klimacie.

Hałas, o którym pisałem, nie jest uciążliwy, jednak z pewnością część z konkurentów jest tutaj krok z przodu. Możemy za to pozachwycać się licznymi schowkami umilającymi podróż i pozwalającymi zachować porządek w kabinie (szczególne uznanie za kolosalne kieszenie w drzwiach!).

Układ kierowniczy jest nadzwyczaj precyzyjny, pozwala na pewne prowadzenie wozu i posiada uniwersalny charakter - sprawdzi się idealnie podczas manewrów na parkingu oraz w trasie, choć kierowcy z większą żyłką sportowca mogą uznać go za mało bezpośredni. Jetta jest przy tym niesamowicie zwrotna jak na dość potężną kubaturę nadwozia.

Skromny silnik dzielnie radzi sobie zarówno w jeździe w pojedynkę, jak i z kompletem pasażerów. Pierwszą setkę na prędkościomierzu zobaczymy zanim minie 11 sekund, co wydaje się względnie przyzwoitym wynikiem. Bez znaczenia jak mocno załadowany jest wóz, Jettą maksymalnie pojedziemy 199 km/h - sądzę, że nie jestem jedynym, który zachwyca się tym silnikiem. Co może dopełnić dzieła i postawić go w czołówce oferowanych obecnie na rynku jednostek napędowych? Oczywiście spalanie.

Tutaj pierwsze skrzypce gra styl jazdy. Przy emeryckiej jeździe w trasie (2-3 osoby na pokładzie) można śmiało osiągnąć wynik niewiele przekraczający 5 litrów benzyny na 100 kilometrów. Jazda w gąszczu aut dyktujących tempo (średnio 120-130 km/h i 5 osób z bagażem) zmusi komputer pokładowy do przedstawienia nam średniego spalania kształtującego się na poziomie 7,5 litra. Wysokie prędkości autostradowe to już ponad 10 litrów. W mieście za to Jetta zadowala się przyzwoitymi ilościami paliwa - przy zwyczajnej jeździe około 7 litrów, przy bardziej dynamicznej - niewiele ponad 8. Przeciętny kierowcy niezwracający większej uwagi na średnie zużycie paliwa, z reguły na jednym baku (60 litrów) zrobi nawet ponad 700 kilometrów. Uważam, że wyniki te stawiają volkswagenowską jednostkę w gronie naprawdę wyśmienitych silników, które łączą ekonomię oraz przyzwoitą dynamikę jazdy.

Na ile te wszystkie udogodnienia zostały wycenione? Testowana Jetta z motorem 1.2 TSI w wersji Comfortline kosztowała 77.040 zł (dodatkowe opcje za prawie 5000 zł). Bazowa Jetta (1.2 TSI Trendline) to wydatek rzędu 69.390 zł. Nie są to małe pieniądze, jednak biorąc pod uwagę, że w testowanej przez nas drugiej z trzech wersji otrzymujemy w standardzie szereg systemów poprawiających bezpieczeństwo (ESP, ABS, ASR, MSR z asystentem podjazdu), klimatyzację, system radiowy z odtwarzaczem CD/MP3, komputer pokładowy, pełną elektrykę, tempomat, czy 16′ aluminiowe felgi, to wydaje się to dość przyzwoita kwota. Choć nadal niezbyt konkurencyjna - podobnie wyposażone Renault Fluence z benzynowym motorem 1.6 o mocy 110 koni kosztuje prawie 20 tysięcy złotych mniej! 117 koni oferuje Mitsubishi Lancer 1.6 Invite za niespełna 62 tysiące złotych. Z kolei najbogatsza wersja Chevroleta Cruze ze 124-konnym motorem 1600 to wydatek 58.490 zł.

Werdykt
Volkswagen podołał zadaniu, które sobie wytyczył. Stworzył wóz przyjemny dla oka, wygodny, pakowny, względnie bogato wyposażony i przyzwoicie się prowadzący. Konkurenci mogą czuć się zagrożeni. Do póki nie otworzymy cenników. Czas pokaże, czy wspomniane kwoty oraz wbita w ludzką świadomość bezawaryjność zagwarantuje Volkswagenowi dobrą pozycję na rynku. Segment Jetty jest szczelnie wypełniony modelami znacznej ilości marek, więc przed niemieckim sedanem nie lada wyzwanie. Czy odnajdzie się w gamie Volkswagena? To pytanie dość trudne - teoretycznie, jak wspomniałem wcześniej, to Passat w cenie Golfa. Ale głównie gabarytowo. Pod względem funkcjonalności, Golf jest równie praktyczny, przy czym nieco lepiej wykonany i niemal 5000 zł tańszy. Z kolei potencjalni nabywcy Passata to ludzie raczej stateczni, chcący jeździć pełnoprawną limuzyną segmentu D bez jakichkolwiek półśrodków. Sztandarowy sedan z Wolfsburga przez dziesiątki lat wydeptał sobie bezpieczną ścieżkę i sami inżynierowie nie widzą potrzeby tworzenia mu konkurencji we własnych szeregach. Wychodzi na to, że żywot Jetty na europejskim rynku wcale nie będzie łatwy. W Stanach Zjednoczonych, małe rodziny upodobały sobie kompaktowe sedany, u nas to jedynie "coś w zamian", głównie jeśli brakuje trochę przysłowiowego grosza do prawdziwej, dużej limuzyny. Myślę jednak, że znajdzie się grono opowiadających za sensownością Jetty - 10.000 zł mniej od Passata przy zbliżonym prestiżu oraz mocne argumenty w klasie mogą pozwolić na przynajmniej częściowy sukces. Choć raczej nie na naszym rodzimym podwórku, gdzie w większości przypadków pojazdy kupowane są z głową i po wcześniejszych wnikliwych kalkulacjach.

Dane
CZYM NAPĘDZANY?
Silnik: benzynowy, turbo, R4, 8v
Pojemność 1197 ccm
Moc 105 KM (77 kW) przy 5000 obr/min
Max moment obr. 175 Nm przy 1150-4100 obr/min
Skrzynia biegów manualna, 6-biegowa
Napęd przednie koła

JAK DUŻY?
Długość x szerokość x wysokość: 4644 x 1778 x 1482 mm
Rozstaw osi 2651 mm
Masa własna 1227 kg
Ładowność 573 kg
Bagażnik 510 l
Zbiornik paliwa 60 l
Nadwozie sedan
Drzwi / miejsca 4 / 5

NA CZYM STOI?
Koła 205/55 R16

JAK SZYBKI?
Przyśpieszenie 0-100 km/h 10,9 s
Prędkość maksymalna 190 km/h

JAK BARDZO SPRAGNIONY?
Spalanie (miasto/trasa/średnie)
- fabryczne 7,1 / 4,9 / 5,7 l/100 km
- w naszym teście 8,0 / 7,4 / 7,7 l/100 km
Średnia emisja CO2 134 g/km

JAK DROGI?
Cena już od… 69.390 PLN (1.2 TSI Trendline)
- wersja testowana 72.590 PLN (1.2 TSI Comfortline)
- egzemplarz testowany 77.040 PLN

Gwarancja
- mechaniczna 2 lata
- perforacyjna 12 lat
- na lakier 3 lata

Przeglądy co 15 tys. km

Multimedia
2lNYRlrC2yU
cXmhR9fuxlg
 
Zobacz również...

Polo, Golf i Jetta Optimum - atrakcyjne wersje specjalne

Miliardowa inwestycja Volkswagena

Będzie 5-drzwiowy VW up!

Volkswagen CrossTouran 2.0 TDI

Tropiciel cen Sprzedaj swój samochód Auto szukacz
Czy wiesz, że...

w ramach testu Chevrolet Camaro poddawany jest specjalnej próbie wodnej?

Ponad 27 200 litrów wody zrzucanych jest na samochód z siłą huraganu w tempie 3 400 litrów na minutę.
 
Aktualne ceny paliw

Informacje dostarcza: stacjebenzynowe.pl

Mazda CX-5, czyli spóźnienie kontrolowane

Mazda CX-5, czyli spóźnienie kontrolowane

Lepiej późno niż wcale. Tak można określić to, co zrobiła Mazda dopiero teraz prezentując swoją propozycję w segmencie kompaktowych crossoverów, przez niektórych nazywanych też SUV-ami. Grupa samochodów uterenowionych, będących raczej miejskimi pochłaniaczami krawężników, rozwinęła się ostatnimi laty niemal niczym groźny wirus.
Uwaga na auta ze Szwajcarii!

Uwaga na auta ze Szwajcarii!

Kupiłeś auto sprowadzone ze Szwajcarii - uważaj, bo możesz mieć poważne problemy! W latach 2004-2008 trafiło do Polski ponad 1,5 tys. samochodów, przy imporcie których handlarze dopuścili się licznych oszustw i fałszerstw. Sprowadzone ze Szwajcarii auta legalizowano na podstawie podrabianych dokumentów. Fałszowano umowy zakupu radykalnie zaniżając cenę tych samochodów. To pozwalało handlarzom na opłatę symbolicznej akcyzy, cła i kwoty podatku VAT.
Newsletter
Sonda
Czy podoba Ci się nasza strona?
proszę czekać...
Tagi

Twoje sugestie

* wiadomość
e-mail
imię nazwisko
* pola obowiązkowe
zamknij »