Prezentacje

Subaru Outback 2.0D Comfort

2010-03-27

    tekst: Marcin Napieraj, zdjęcia: autor i Jakub Krępa

 

Synonimem klasy średniej kombi, z dieslem pod maską, jest Passat Variant TDI. Co byśmy nie robili, tak jest. A może by tak "z zupełnie innej beczki"? Czy coś Passatowi zagrozi?  Kiedyś już rozwodziłem się nad ideą podniesionego kombi. Subaru wymyśliło wersję Hubertus swojego Legacy, przeznaczając ją dla tych nielicznych japońskich myśliwych, którzy nie łapią pokemonów oraz dla całej reszty świata, która lubi mieć rogi nad kominkiem. Pierwszy Outback, jeszcze jako Legacy, w 1995 roku zaatakował kolejny rynek - USA. I w zasadzie to był świetny pomysł. Rodząca się powolutku moda na SUV-y oraz zamiłowanie Amerykanów do dużych silników spowodowało, że podniesione kombi, z 2.5-litrowym motorem stało się jednym z popularniejszych samochodów i znalazło w późniejszym okresie wielu naśladowców.

Kolejne generacje wzbogaciły Legacy Outback o większy silnik (3.0 H6 w 2001 roku) oraz, w tej samej generacji, agresywniejszą stylizację dwukolorowego nadwozia. Trzecia generacja, której lwia część szła już na rynek "za kałużą", straciła nazwę "Legacy" stając się po prostu Outbackiem. Design postanowiono złagodzić, a na dodatek, 2 lata temu, otrzymała jako pierwszy model koncernu, silnik 2.0D, własną konstrukcję Subaru, oczywiście w układzie boxer. Najnowsza generacja zerwała całkowicie z designem poprzedników. Outback wygląda, jakby od samego początku rynkiem docelowym była tylko Japonia i Stany, jednak koncepcja podniesionego kombi pozostała bez zmian. Biorąc pod uwagę, że poprzednie generacje modelu wywarły na tyle dobre wrażenie, że aż dwie z nich znalazły miejsce na przydomowym parkingu, nie powinno nikogo dziwić, że jak tylko Outback pojawił się na "redakcyjnym parkingu" czym prędzej popędziłem do Krakowa zabrać Naczelnemu kluczyki.

Ciało
Muszę powiedzieć, że gdy zobaczyłem koncept po raz pierwszy na targach genewskich, miałem odruch bliski omdleniu. Nowe Legacy przestało wyglądać jak Subaru, zaczęło jak bliżej nieokreślony miks wiejskiego tuningu z Chevroletem Epicą. Po prezentacji moje uczucia nie ociepliły się zbytnio. Samochód nadal był nijaki a kółka w rozmiarze poniżej 18" wyglądały w maksymalnie napompowanych błotnikach jak "dojazdówki". Gdy pierwszy raz zobaczyłem nowe Legacy na żywo, byłem w szoku. Samochód wbrew pozorom może się podobać. Wciąż nie dorasta do pięt poprzedniej generacji, ale nie jest tak źle. Pomijając te nieszczęsne ramki drzwi, znak rozpoznawczy każdego modelu Subaru. Tego nie przeboleję. W przeciwieństwie do designu Outbacka. W grafitowoszarym kolorze wygląda naprawdę dobrze. Znikł gdzieś znany z fotek prasowych "przerost wysokości nad szerokością" przez co Subaru wyglądało jakby zaraz miało się przewrócić, przywołując na myśl dawny model z Fuji Heavy Industries - Libero. Nowy Outback jest po prostu potężny. Powiększone zderzaki, mimo że lakierowane na kolor nadwozia, świetnie pasują do linii, lamp i przetłoczeń nadwozia. Nadwozia, które wisi 20 cm nad ziemią, zaledwie 2 cm niżej niż Toyota Land Cruiser. Całość, z relingami jest o niemalże 10 cm wyższa od Passata Varianta, a przy podobnych pozostałych wymiarach sprawia, ze Outback na parkingu przypomina SUV-a, a nie kombi.

Wnętrze robi zresztą nie mniejsze wrażenie wymiarami. Przede wszystkim z miejsca kierowcy widać całą, długą maskę. Od czasu Chryslera 300C nie widziałem czegoś takiego w samochodzie. Poza tym, wszędzie mnóstwo przestrzeni. Elektrycznie ustawiany fotel kierowcy, co prawda nie trzyma w zakrętach rewelacyjnie, ale nawet na bardzo długiej trasie nie powinien zmęczyć. Swoboda ruchów jest w Outbacku w standardzie. Z tyłu jest jeszcze lepiej. Pod względem ilości miejsca na nogi tylko Superb może konkurować z nowym Japończykiem. Tylna kanapa jest do tego bardzo wygodna i na dodatek można regulować jej pochylenie, tworząc prawdziwą "salonkę". W najnowszym modelu uniknięto problemu z miejscem nad głową w drugim rzędzie, trapiącym poprzednie generacje. Teraz jest dokładnie tak jak powinno być w samochodzie, który spędzi w trasie dużą część swojego życia.

Przy okazji błędów, Subaru nie udało się paru uniknąć. Przede wszystkim, wciąż nie wiem, czemu zastąpiono wskaźnik temperatury silnika "ekonomizerem" pokazującym nam, czy w tym momencie jedziemy akurat oszczędnie, czy może ciśniemy "do oporu"? Przecież w silniku diesla stopień nagrzania jest dość ważnym parametrem i zastąpienie go niebieską kontrolką chyba nie jest najlepszym pomysłem. Zwłaszcza, że aby analizować spalanie mamy do dyspozycji wskaźnik spalania chwilowego. Na tym samym wyświetlaczu widać też spalanie średnie, które nie wiedzieć czemu występuje tylko w skali "co 0,2 l/100 km" co lekko przekłamuje obraz zużycia paliwa. Właśnie takie drobiazgi psują świetne wrażenie w nowym Outbacku. Tak samo zresztą jak niechęć japońskich konstruktorów do obijania boczków drzwi choćby szczątkową ilością tkaniny. Na szczęście plastik jest dobrej jakości i przyjemnej faktury. Podobnie jak reszta deski rozdzielczej, która nie dość że jest bardzo atrakcyjna w swojej prostocie, to wykończona jest bardzo dobrymi materiałami. Plastiki nie są zbyt twarde, mają przyjemną fakturę i kolorystykę, która dobrze współgra z kremową skórzaną tapicerką. Do tego błękitne podświetlenie zegarów i wyświetlaczy. Subaru trzyma dobry poziom.

Tak samo jak i z praktycznością. We wnętrzu jest odpowiednia ilość schowków (świetny głęboki schowek na kilka opakowań CD w konsoli środkowej), a bagażnik jest duży i ustawny, choć cierpi na przypadłość 4x4 - jest dość płaski, za to rozległy. Udało się nawet poprawić "zmorę" w postaci fatalnie umieszczonych przełączników podgrzewania siedzeń. Teraz trafiły w okolice dźwigni zmiany biegów, wcześniej znajdowały się tuż przy podłokietniku przez co kierowca często włączał podgrzewanie "czterech liter" zupełnie przypadkowo.

Dusza
Jak już wspomniałem wcześniej, testowego Outbacka napędza dwulitrowy diesel. To własna jednostka Subaru, pracująca w układzie boxer. Rozwija 150 KM i 350 Nm. Muszę dołączyć do chóru poprzedników-dziennikarzy i powiedzieć, że to jedna z najlepszych jednostek w tej kategorii na rynku. Pracuje niemal bezwibracyjnie, nie klekocząc i płynnie rozwijając moc, dozując przy tym kierowcy ciekawe brzmienie. Do tego "kręci się" powyżej 4000 obr/min bez zadyszki, co powoduje, że konkurencją dla silnika Subaru są dwulitrowe ropniaki z Monachium. 150 japońskich koni bojowych przenoszonych jest przez sześciobiegowy manual na wszystkie cztery koła poprzez stały napęd Symmetrical AWD, z którego słynie marka z Kraju Kwitnącej Wiśni. Jak to jeździ w praktyce?

Całkiem przyzwoicie. Nieco poniżej 10 sekund w sprincie do 100 km/h w tak ciężkim samochodzie jest całkowicie wystarczającym wynikiem do poruszania się w normalnym ruchu. Także elastyczność jest jego mocną stroną. Silnik ma szeroki zakres użytecznych obrotów i z ochotą zabiera się do wyprzedzania sznura ciężarówek czy innych wlokących się pojazdów na zaśnieżonych drogach.

Bo w takich warunkach Outback, jak i każde Subaru, udowadnia swoją wyższość. Stałe 4x4 pozwala pewnie i bezpiecznie pokonywać zakręty. Nie ma też mowy o zakopaniu się (oczywiście w granicach rozsądku). Wyższy prześwit zwiększa możliwości poruszania się po drogach, w których, stosując nowomowę drogowców, znalazły się "wykruszenia" głębokości małej studni i rozmiarów kuchenki mikrofalowej.

Na suchej nawierzchni "kute na cztery łapy" Subaru również ciężko będzie wytrącić z neutralnego toru jazdy. Większe ograniczenia ma moja wyobraźnia, która nie lubi wychylania się samochodu na łuku - to można by poprawić. Tak samo jak i układ kierowniczy, który jest zdecydowanie bardziej "Outback" niż "Subaru" - innymi słowy daleko mu do bezpośredniości Imprezy. Co prawda nadal jest diabelnie precyzyjny, ale jest po prostu przewspomagany i nie utwardza się odpowiednio. Za to w mieście bardzo ułatwia użytkowanie. Jest jeszcze jeden duży minus - hamulce. Jakby nie patrzeć "kawał żelastwa" z dynamicznym silnikiem powinien się sprawnie zatrzymywać, podczas gdy układ hamulcowy jest niezbyt wydajny i w żadnym wypadku nie można mówić o tym, że samochód "staje w miejscu".

Współżycie
Z założeń konstrukcyjnych Outback wywiązuje się w stu procentach. Sprawdza się jako samochód do przyjemnej, codziennej jazdy. Obsługa jest intuicyjna i nawet osoba, która nie miała do czynienia wcześniej z samochodem AD 2010 nie będzie miała problemów z połapaniem się w "klawiszologii" Subaru. Choć trzeba przyznać, że kierowcy może przeszkadzać zbyt cienki wieniec kierownicy. Jeśli się jednak do tego przyzwyczai, to będzie zadowolony. Samochód ma nie tylko wygodne siedzenia, ale i przyjemnie zestrojone zawieszenie, które jest komfortowe, ale jednocześnie dość pewne. Gdyby jeszcze się tak nie wychylało w ostrych zakrętach. Jak pisałem wcześniej, układ kierowniczy ułatwia manewrowanie, ale nie ułatwiają go rozmiary i kształt samochodu. A czujników parkowania do Outbacka nie sposób dostać, z bliżej nieokreślonych powodów. Właśnie takie jest Subaru. W ogólnym rozrachunku bardzo dobre, jednak świetny obraz psują malutkie detale. Bo jeśli chodzi o resztę wyposażenia, to w testowanej wersji Comfort nie brakuje niczego, co jest potrzebne na co dzień.

Niestety, Japończyk ma jedna poważną wadę, która jest w stanie zniechęcić nawet miłośnika modelu. To cena. Za testowany egzemplarz trzeba zapłacić prawie 150 tys. zł, co jest kwotą co najmniej 20 tys. za wysoką, także biorąc pod uwagę, że mamy do dyspozycji dobrze wyposażone kombi 4x4 klasy średniej. Za te pieniądze u konkurencji "non premium" dostajemy naprawdę topowo wyposażone egzemplarze, choć faktem jest, że bez napędu na cztery koła. Na pocieszenie zostaje nam zużycie paliwa, które dokłada kolejną cegiełkę do pozytywnych opinii o silniku. Podczas jazdy mieszanej, poza miastem, samochód pochłonął 7,3 l/100 km, a można zmieścić się w 7 litrach, nie korzystając z autostrady. W mieście w ciągu każdych 100 km ubędzie nam około 9 litrów, co jest całkiem przyzwoitym wynikiem.

Werdykt
Odrzucając subiektywne opinie o marce i modelu trzeba przyznać, że Outbackowi niewiele trzeba, aby być samochodem z czołówki klasy. Do tego, żeby zrobił furorę brakuje mu przede wszystkim poprawek w kategorii "brak tapicerki na drzwiach" oraz sensownej polityki cenowej. Biorąc pod uwagę brak pełnoprawnej konkurencji (wciąż czekamy na CrossPassata Variant), zostaje samochodem dla miłośników i tych, którzy wiedzą co dobre i potrafią wybaczyć pewne wpadki. I niestety dysponują grubym portfelem.

Dane
CZYM NAPĘDZANY? :
Silnik turbodiesel, H4, 16v
Pojemność 1998 cm3
Moc 150 KM (110 kW) przy 3600 obr./min
Max moment obr. 350 Nm między 1800 a 2400 obr./min
Skrzynia biegów 6-biegowa, manualna
Napęd 4x4

JAK DUŻY?

Długość x Szerokość x Wysokość 4775 x 1820 x 1605 mm
Rozstaw osi 2750 mm
Masa własna 1570 kg
Ładowność 515 kg
Bagażnik 526 - 1677 l
Zbiornik paliwa 65 l
Nadwozie kombi
Drzwi / miejsca 5 / 5

NA CZYM STOI?
Koła 225/60 R17

JAK SZYBKI?
Przyspieszenie 0-100 km/h 9,7 s
Prędkość maksymalna 195 km/h

JAK BARDZO SPRAGNIONY?
Spalanie (miasto/trasa/średnie)
- fabryczne
- w naszym teście
7,7 / 5,6 / 6,4 l/100 km
8,9 / 7,3 / 8,0 l/100 km
emisja CO2 167 g/km

JAK DROGI?
Cena:  już od 32.000 Euro
wersja testowana: 36.900 Euro

Gwarancja
- mechaniczna 3 lata lub 100.000 km
- perforacyjna: 12 lat
- na lakier: 3 lata
Przeglądy co 15.000 km

 
Tropiciel cen Sprzedaj swój samochód Auto szukacz
Czy wiesz, że...

27 maja 1934r po raz pierwszy wystartowały niemieckie "Srebne Strzały"

Na prostej toru Avus w Berlinie były w stanie rozpędzić się do zawrotnej prędkości....
 
Aktualne ceny paliw

Informacje dostarcza: stacjebenzynowe.pl

Mazda CX-5, czyli spóźnienie kontrolowane

Mazda CX-5, czyli spóźnienie kontrolowane

Lepiej późno niż wcale. Tak można określić to, co zrobiła Mazda dopiero teraz prezentując swoją propozycję w segmencie kompaktowych crossoverów, przez niektórych nazywanych też SUV-ami. Grupa samochodów uterenowionych, będących raczej miejskimi pochłaniaczami krawężników, rozwinęła się ostatnimi laty niemal niczym groźny wirus.
Uwaga na auta ze Szwajcarii!

Uwaga na auta ze Szwajcarii!

Kupiłeś auto sprowadzone ze Szwajcarii - uważaj, bo możesz mieć poważne problemy! W latach 2004-2008 trafiło do Polski ponad 1,5 tys. samochodów, przy imporcie których handlarze dopuścili się licznych oszustw i fałszerstw. Sprowadzone ze Szwajcarii auta legalizowano na podstawie podrabianych dokumentów. Fałszowano umowy zakupu radykalnie zaniżając cenę tych samochodów. To pozwalało handlarzom na opłatę symbolicznej akcyzy, cła i kwoty podatku VAT.
Newsletter
Sonda
Czy podoba Ci się nasza strona?
proszę czekać...
Tagi

Twoje sugestie

* wiadomość
e-mail
imię nazwisko
* pola obowiązkowe
zamknij »