Prezentacje

Peugeot 407 Coupe 3.0 HDi Sport

2010-02-01


tekst: Marcin Napieraj, zdjęcia: Dominik Kopyciński



Nawet tak obiektywna istota jak redaktor motoryzacyjny może czasem być do samochodu uprzedzona. I wtedy takie autko, hop hop hop, zakrada się po cichutku i łup! redaktorzynę w główkę. I podejście się zmienia diametralnie. Tak było ze mną.  Redaktor Żuchowski zadzwonił do mnie z wieścią, że ma dla mnie samochód - jako prezent na święta. Wspomniał coś o tym, że francuski, że Peugeot i że 407 Coupe. Planów innych nie było, czas na test też się znalazł, więc samochód stanął na parkingu. Co prawda do francuskiej myśli technicznej spod znaku lwa nigdy nie pałałem większym entuzjazmem, ale taka praca.

Poza tym, 406 Coupe projektu Pininfariny wciąż wywołuje żywsze bicie serca. I to również u mnie. Zaprojektowane lekko, ale poważnie, elegancko i z nutką sportu. Grand Tourer na długie wojaże we dwoje, bywalec "dobrych" parkingów. Do dyspozycji cała gama silników z topowym V6 na czele. To były czasy. Obecne 407 nie błyszczy już tak jak poprzednik. Zarówno sedan jak i kombi nie wyróżniają się w klasie niczym, poza kontrowersyjną stylistyką. Zapoczątkowały tendencję na wielkie "ryjki" w peugeotach i "poszły w marketingowe diabły". W tym samym duchu trzyma się 407 Coupe, które na naszym rynku jest samochodem praktycznie nieznanym. Na tyle, że w konfiguratorze nie ma na jego temat ani słowa. To też powodowało, że nie byłem w 100% pewien, czy Peugeot mi się spodoba, a raczej, byłem przekonany, że wręcz przeciwnie.

Nastrój poprawiła jednak informacja o tym, w jakiej wersji "czterystasiódemka" będzie umilać mi okołoświąteczny tydzień. Prasa branżowa okrzyknęła ten samochód, słusznie zresztą, najmocniejszym seryjnym Peugeotem w historii. 240 KM, trzy litry, sześć cylindrów ułożonych widlaście. Kojarzy Wam się to z czymś? No to dołóżcie jeszcze dwie turbiny, sześciobiegowy automat i... czarny pistolet na stacji benzynowej. Przed Wami topowe 407 Coupe 3.0 HDi.

Ciało
Chciałem na początku napisać, że ten dział można pominąć, omawiając zewnętrzny wygląd "czterystasiódemki", ale z każdym dniem samochód podobał mi się coraz bardziej. Więc nie ma co się krzywić. Tu nawet gigantyczny wlot powietrza nie wydaje się być za duży i pasuje. Czarne, metaliczne nadwozie ciągnie się przez niemalże pięć metrów długości i na prawie dwa metry na szerokość. Francuskie Coupe w tym kolorze, z "rekinimi" skrzelami na przednim zderzaku, przypomina agresywną, ale dostojną mantę (płaszczkę, nie Opla!). Mam wrażenie, że na klasycznie wystylizowanych felgach po prostu unosi się nad drogą i, jadąc powoli, czai się, żeby wystrzelić do przodu.

407 daleko do ponadczasowej elegancji poprzednika, ale czarne robi bardzo duże wrażenie. W innym kolorze niestety wygląda już dużo bardziej zwyczajnie, a szkoda. Aby dostać się do wnętrza, należy otworzyć bardzo długie drzwi, pozbawione ramek okiennych. Wyglądają super, jednak są na tyle ciężkie, by kierowca był niejako zobligowany do otwierania ich swojej współpasażerce. Wysiadanie na ciasnym parkingu też nie należy do najłatwiejszych czynności.

Po ich otwarciu ukazuje się nam wykończone czarną skórą wnętrze. I elektrycznie regulowane półkubełkowe fotele. Wyglądają na mięsiste i wygodne. Sprawdza się to w stu procentach. Są wystarczająco komfortowe, aby spędzić w nich tysiąckilometrową podróż oraz na tyle dobrze wyprofilowane, żeby w szybkim zakręcie przytrzymać "tu i tam". Oczywiście, bez szaleństw, bo Peugeot nie jest zwinny i chętny do ostrej jazdy po ciasnych zakrętach, ale w gruncie rzeczy nie ma się do czego przyczepić. Tak samo jak i z tyłu. Fotel odchyla się częściowo elektrycznie, dając dostęp do dwuosobowej, profilowanej kanapy. Biorąc pod uwagę, że linia tylnej szyby schodzi bardzo nisko, można mieć wrażenie, że czteroosobowość coupe jest mocno na wyrost. Nie jest, jeśli nie zamierzamy z tyłu wozić koszykarzy. Problemy z miejscem mogą być tylko dla stóp, jednak na wysokości kolan, czy też na szerokość, jest naprawdę dobrze.

Jednak, to nie z tyłu Peugeot ma nas przekonać, tylko tam, gdzie podróżuje kierowca. I już od samego początku zgrzyt. Elektrycznie regulowana w dwóch płaszczyznach kierownica ma za mały zakres regulacji. Dalej nie jest lepiej. Po zamocowany na słupku pas muszę sięgać w ekwilibrystyczny sposób, a najlepiej, jakbym woził pomocnika na tylnym siedzeniu - takiego podawacza pasa. Sama deska rozdzielcza może wprowadzić zasiadającego w stan zdziwienia. Przede wszystkim, ujmie nas wykończenie. Wszędobylska skóra, fortepianowy lakier na konsoli i dobre wykończenia gdzie tylko spojrzymy spowodują, że samopoczucie będzie nad wyraz dobre. Czytelne, choć niewielkie zegary kontrastują jednak kierownicą pochodzącą jakby wprost z Peugeota 206. Ponieważ to już mój kolejny samochód spod znaku lwa, mogę stwierdzić, że francuska firma w ramach walki z kryzysem zwolniła osoby odpowiedzialne za design koła kierownicy. Tak gdzieś w 1996 roku.

Wracając do zdziwienia. Cały ten luksus i komfort zaczyna się ulatniać, gdy spojrzymy na konsolę środkową. Guzików jest dużo i trzeba się sporo nagłowić, żeby usystematyzować ich użyteczność. Niektóre się dublują, innych (np. otwierania bagażnika z wewnątrz) nie ma w ogóle. Znalazła się za to pełna klawiatura telefoniczna, przycisk z logiem Peugeota i guzik SOS. Duży wyświetlacz z ładną grafiką jest z kolei pozbawiony funkcji obsługi dotykowej, co dodatkowo utrudnia korzystanie z mnogości funkcji. Np. z "podwójnego" telefonu. Tak, w 407 Coupe możecie albo swoją komórkę połączyć z systemem przez bluetooth, albo wyjąć kartę SIM i wetknąć w odpowiednią szczelinę. Łał! Tylko... po co?  W gruncie rzeczy ergonomia w Peugeocie jest na poziomie samochodów luksusowych sprzed kilku lat. Ale... podoba mi się to. Ma swój styl, z większości opcji się nie korzysta, można się przyzwyczaić. Za to klimat tworzy całkiem udany. Żeby jeszcze audio grało trochę lepiej, a nawigacja była dokładniejsza.

Dusza
Topowa jednostka w topowym 407. I nie jest to benzyna. To znaczy, że świat staje poniekąd na głowie. Jakby nie patrzeć, suche dane sprawiają, że na samochód patrzymy przychylnym okiem. 3.0 V6, dwie turbiny, 240 KM i 450 Nm to zestaw, który może umilić podróż. Sprzęgnięto to z sześciobiegowym automatem napędzającym, niestety, przednie koła. Teoria mówi o niepełnych 8 sekundach do 100 km/h. Praktyka mówi "wystarczająco szybki". Nie "urywa głowy" przy przyspieszaniu. Raczej leniwie się rozpędza, choć z każdym kilometrem na godzinę, kolejny pojawia się w krótszym czasie. Wszystko przy... absolutniej ciszy. Albo prawie absolutnej. Silnik burczy sobie gdzieś w oddali, świetnie wytłumiony i nienatarczywy. Szkoda tylko, że brzmi bardziej jak diesel niż jak V6. Słychać to niestety na zewnątrz, gdzie silnik nie jest już tak bardzo ograniczony kilogramami mat pochłaniających dźwięki.

Wracając do dynamiki. Automat, który przenosi moc na asfalt, ma charakterystykę wybitnie "niemęską". Niezależnie od trybu pracy działa "gumowo" i niezbyt szybko przy redukcjach. Choć za to nie szarpie i jest płynny. Peugeot najlepiej się czuje przy pedale gazu wciśniętym tak w 3/4 - wtedy jest bardzo szybko i bardzo płynnie. Świat w okół przyspiesza, a kapsuła nr 407 porusza się tak jak chcemy. Wyprzedzanie to "pan Pikuś", jak mawia reklama. Duży moment obrotowy pozwoli nam wykonywać manewry bezpiecznie i z wielką przyjemnością.  Jest taki guzik na desce rozdzielczej, z dziwnym piktogramem. Po jego wciśnięciu samochód przestawia się w tryb "Sport" - a dokładniej utwardzają się amortyzatory. Oczywiście, utwardzenie jest z poziomu "francuskiej kanapy" więc o bardzo twardym zestrojeniu nie ma mowy. Wciąż jest komfortowo, za to sporo pewniej. Choć ze względu na galopującą podsterowność nie polecam pokonywania zakrętów zbyt agresywnie. W żadnym z trybów.

Współżycie

Jeśli nie zakręty, to co? To szybkie łuki na autostradzie. Będzie komfortowo, pewnie i szybko. To jest żywioł potężnego coupe. Czy krótki dystans, czy 1500-kilometrowa trasa, samochód zapewni maksymalny komfort i odprężenie. Choć, mimo tego, jak dramatycznie mogło zabrzmieć zdanie o zawieszeniu w poprzednim rozdziale, tragedii nie ma. W trybie miękkim jest akurat na trasę, a w sportowym jest całkiem przyjemnie. 407 nie należy do pontonów, które robią wszystko poza tym, co chce od nich kierowca, on po prostu wykonuje polecenia z gracją, spokojem, a nawet z głębokim ukłonem. Szerokie opony i układ kierowniczy dostosowany do zawieszenia i mocy powodują, że nie będziecie z przerażeniem patrzeć na znaki informujące o serii ostrych zakrętów. Co najwyżej poprawicie kubek z kawą w uchwycie, żeby przy przechyle się nie wylała.

Bogate wyposażenie, niezły silnik i komfortowe zawieszenie. Czyż nie tak powinien wyglądać samochód? Tzn. co do wyglądu, to różnie mówią, co do charakteru, to też słyszałem opinie, że pasuje do "starego dziadka" a nie młodego człowieka. No cóż, widać się starzeję. Bo Peugeot mnie do siebie przekonuje. Faktem jest, że cała moja nadzieja na udane manewrowanie w mieście opiera się na czujnikach parkowania, bo długa maska i wąskie tylne szyby nie ułatwiają zaparkowania tych pięciu francuskich metrów, ale na szczęście jak na ten rozmiar, nie ma większych problemów ze zwrotnością, a także z hamowaniem, w awaryjnej sytuacji.

Do tego wszystkiego 407 Coupe jest dość praktyczne. O tym, że mieści cztery osoby już pisałem, ale warto wspomnieć, że na bagaże czeka 400 litrów kufra. Co prawda dostęp przez małą klapę nie jest najlepszy, ale w tego typu samochodzie nie spodziewałem się tak dużych możliwości. Zakupy z Ikei przyjechały bez problemu. Jeśli chodzi o spalanie, to trzylitrówka zadowoli się ok. 12 l czystego oleju napędowego podczas każdych stu przejechanych po mieście kilometrów. Sposób jazdy spowoduje wahania w okolicach dwóch litrów w każdą ze stron, w zależności od naszych możliwości. W trasie można zejść do ok. 7-8 litrów, choć podczas jazdy autostradą realny jest litr więcej. Z jednej strony, to sporo, z drugiej trzeba wziąć pod uwagę, że do dyspozycji jest naprawdę ciężkie coupe z całkiem mocnym silnikiem.

Ile kosztuje przyjemność posiadania Peugeota? Konfigurator na stronie nam o tym nie piśnie ani słowa. Istniejące broszury też nie. 407 Coupe jest dostępny tylko i wyłącznie na specjalne, indywidualne zamówienie. Nasz prestiż więc rośnie. W salonie dowiadujemy się, że żeby stać się jednym z nielicznych posiadaczy tego nietuzinkowego coupe na bazie zwykłego sedana, musimy wydać 187.500 zł. W wersji podstawowej z tym silnikiem. Testowana sztuka, wzbogacona o multimedia, elektrycznie sterowany szyberdach i skórzane obicia foteli to koszt 206.580 zł. Biorąc pod uwagę wyposażenie, silnik, komfort, wrażenia estetyczne oraz te z jazdy, to cena nie wydaje się być specjalnie wysoka. Ale z drugiej strony... dwie stówy za Peugeota? To mi się w głowie nie mieści. Na "drugi rzut oka", konkurencja wiele tańsza nie będzie. Ale wciąż brakuje mi za tą cenę jakiejś "kropki nad i" - taką byłby na przykład tylny napęd. Albo jakaś dwusprzęgłowa skrzynia automatyczna.

Werdykt
Z testu może wynikać, że samochód ma głównie wady. Jest nieergonomiczny, miękki, drogi ma kiepską skrzynię. Do tego ma image "dziadkowy", choć raczej dla "dziadka" z Nicei, niż Gdańska. Ale powiem wam, że samochód mnie uwiódł całkowicie. Jest szybki wtedy kiedy trzeba. Mój kręgosłup nie cierpi na naszych dziurach. Fotele są wygodne, a samochód gładko jedzie. Co prawda nie wiem, czy za 200 tysięcy kupiłbym akurat ten wóz, ale naprawdę, codzienne podróżowanie czymś takim sprawiałoby mi niewypowiedzianą przyjemność. 407 Coupe 3.0 HDi łączy wszystkie te cechy, których oczekuję od samochodu. Ma wady, ale to jak wypominanie Mickowi Jaggerowi, że ma wielkie usta. No ma, i co z tego!

 

 
Tropiciel cen Sprzedaj swój samochód Auto szukacz
Czy wiesz, że...

najszybszy samochód świata w 2010 roku osiąga prędkość 444,07 km na godzinę?

zobacz kto był jego producentem oraz kto wygrywał w poprzednich latach...
 
Aktualne ceny paliw

Informacje dostarcza: stacjebenzynowe.pl

Mazda CX-5, czyli spóźnienie kontrolowane

Mazda CX-5, czyli spóźnienie kontrolowane

Lepiej późno niż wcale. Tak można określić to, co zrobiła Mazda dopiero teraz prezentując swoją propozycję w segmencie kompaktowych crossoverów, przez niektórych nazywanych też SUV-ami. Grupa samochodów uterenowionych, będących raczej miejskimi pochłaniaczami krawężników, rozwinęła się ostatnimi laty niemal niczym groźny wirus.
Uwaga na auta ze Szwajcarii!

Uwaga na auta ze Szwajcarii!

Kupiłeś auto sprowadzone ze Szwajcarii - uważaj, bo możesz mieć poważne problemy! W latach 2004-2008 trafiło do Polski ponad 1,5 tys. samochodów, przy imporcie których handlarze dopuścili się licznych oszustw i fałszerstw. Sprowadzone ze Szwajcarii auta legalizowano na podstawie podrabianych dokumentów. Fałszowano umowy zakupu radykalnie zaniżając cenę tych samochodów. To pozwalało handlarzom na opłatę symbolicznej akcyzy, cła i kwoty podatku VAT.
Newsletter
Sonda
Czy podoba Ci się nasza strona?
proszę czekać...
Tagi

Twoje sugestie

* wiadomość
e-mail
imię nazwisko
* pola obowiązkowe
zamknij »