Prezentacje

Opel Corsa 1.3 CDTI Enjoy

2011-08-22

 

   Autor: Marek Stachoń


Opel idzie za ciosem. Po utytułowanej Insignii, zaskakująco dobrej Astrze i rewolucyjnej Merivie, nadszedł czas na usunięcie zmarszczek z czoła Corsy.Historia Opla to dość ciekawe studium przypadku, jak marka uchodząca niegdyś za symbol prestiżu i luksusu, chcąc być coraz popularniejszą, umasawiała swoją ofertę. Odbyło się to, oczywiście, kosztem jakości i atrakcyjności pojazdów.

Marka, która sprzedawała luksusowe Commodore, przestronnego Rekorda czy też rewelacyjną Mantę, zaczęła oferować przeciętnego Kadetta, tanią Corsę, czy też niczym nie wyróżniającą się z tłumu Vectrę. Taka polityka spowodowała, że klienci zaczęli postrzegać markę jako stricte masową i z jej oferty zniknęli przedstawiciele klasy średniej wyższej, tacy jak Omega. Opel stał się po prostu kolejnym, dość nudnym producentem idealnych aut "dla ludu".

Ostatnie lata upłynęły ponadto w atosmferze jakościowej i stylistycznej bylejakości. Samochody spod znaku błyskawicy, choć nie straszyły zbytnio stylistyką zewnętrzną, to swoimi teutońskimi wnętrzami mogły odstraszyć najbardziej odporne na brzydotę jednostki. Dłuższa podróż w Vectrze C, Corsie C czy Astrze G mogła skończyć się depresją dla pasażerów, a twardość plastików użytych do wykończenia wnętrza dorównywała żelbetowi.

Spadająca sprzedaż dała się jednak we znaki koncernowi General Motors, który przechodził niedawno największy w dziejach kryzys i dzięki kilku mądrym decyzjom Opel zaczął zmieniać swoje przykurzone oblicze. Wszystko zaczęło się w 2006 roku, kiedy w Londynie zaprezentowano najnowszą odsłonę jednego z najważniejszych aut marki, czyli Corsę oznaczoną literką D. Auto kompletnie zerwało z siermiężnym wizerunkiem dotychczasowych modeli bochumskiego koncernu dzięki swojemu świeżemu, atrakcyjnemu designowi. Do tego doszła potężna kampania reklamowa z sympatycznymi laleczkami z fikcyjnej rockowej grupy C’Mons stworzonymi przez niemieckiego artystę Borisa Hoppka. Dwa lata później na rynku pojawiła się Insignia, którą pokochały wszystkie motoryzacyjne gremia naszego globu, przyznając jej łącznie ponad 30 różnego rodzaju nagród łącznie z najbardziej pożądaną COTY.

Tyrada Opla trwa. Dołączyły do niej świetna Astra, megafunkcjonalna Meriva, a za rogiem czai się fantastyczna nowa Zafira. Czas jest jednak nieubłagany i na twarzy prekursorki tych zmian, czyli Corsy, pojawiły się mocne zmarszczki. Opel postanowił więc zareagować, poddał w tym roku model faceliftingowi i taka właśnie odświeżona Corsa jest bohaterką dzisiejszego testu.

Ciało
Gdy pięć lat temu Opel przedstawił nową Corsę, motoświat oniemiał na chwilę ze zdumienia. Auto zerwało kompletnie z nudnym i lekko topornym wizerunkiem poprzedniego modelu, ponadto gabaryty miejskiego Opla z miejsca uczyniły go największym przedstawicielem segmentu "B". Choć od czasu premiery pojawiły się większe auta w tym segmencie (np. Renault Clio), to sam design praktycznie w ogóle się nie zestarzał. Jednakże w oczekiwaniu na nową Corsę, zafundowano generacji D face lifting. Zmianie uległy m.in.: kształt atrapy chłodnicy, obudowy świateł przeciwmgielnych, a w miejscu kierunkowskazów zintegrowanych z reflektorami znalazły się światła do jazdy dziennej. Oczywiście mają one formę bumerangów, co stało się już znakiem rozpoznawczym nowych Opli. Cały lifting jest relatywnie skromny, ale to dobrze. Powszechnie wiadomo, że lepsze jest wrogiem dobrego.

Opel Corsa D ma 3,99 m długości i te wymiary powodują, że wciąż pozostaje on jednym z najprzestronniejszych aut w swojej klasie. Z tyłu spokojnie można posadzić dwójkę dorosłych pasażerów i jeśli nie są oni gabarytów Marcina Gortata, to bez sprzeciwu zniosą nawet dłuższą podróż miejskim Oplem. Oczywiście na przednich fotelach sytuacja wygląda podobnie. Jeśli już przy nich jesteśmy, to do ich rozmiaru nie można mieć większych zastrzeżeń, ale przydałoby się lepsze wyprofilowanie oraz poprawienie jakości tapicerki, gdyż ta wygląda dość tanio.

Bardzo ciekawie został zaprojektowany kokpit Corsy. Od razu uwagę przykuwa mnogość kolorów. W zasadzie czerń, jakże powszechna we wnętrzach aut, tutaj występuje w mniejszości. W testowanym samochodzie górna część deski rozdzielczej miała ciemnoceglasty kolor wzbogacony dodatkowo marmurkową fakturą. Efekt jest może i ciekawy, ale całość dość mocno odbijała się w przedniej szybie w słoneczne dni, a tego kierowcy na pewno nie lubią.

Podobać jednak może się na pewno wykończenie konsoli centralnej, kratek nawiewów i kilku innych elementów ładnym, perłowym i gładkim tworzywem sztucznym. Nie dość, że wygląda to interesująco, to jeszcze uszlachetnia wymownie kabinę auta, gdyż plastiki użyte do jej wykończenia, najłagodniej mówiąc, nie są najwyższej jakości. Samo ich spasowanie nie przyprawia o zawał, ale ich twardość, toporna faktura i tani wygląd przywodzą na myśl auta sprzed ponad dekady.

Dusza
Klienci decydujący się na zakup Corsy mają do wyboru aż 9, a z wersją OPC nawet 10, silników do wyboru. Otrzymaliśmy do testów jedną z najczęściej wybieranych jednostek napędowych w tym modelu, czyli najmniejszego turbodiesla CDTI o pojemności 1248 ccm, wyposażonego w filtr cząstek stałych DPF, co ucieszy z pewnością tzw. ekologów, ale może być jednocześnie serwisowym przekleństwem, gdyż historia motoryzacji zna sporo takich przypadków. Dodam jeszcze, że opisywany motor to wspólna konstrukcja opracowana jeszcze za czasów koalicji GM - Fiat, w 2005 roku zdobył tytuł International Engine of The Year w swojej kategorii i produkowany jest wyłącznie w zakładach Fiata w Bielsku-Białej. Obecnie najsłabszy wariant tego motoru dysponuje mocą 75 KM oraz momentem obrotowym rzędu 170 Nm dostępnym w wąskim zakresie między 1750 a 2500 obr./min.

Jak taki silniczek radzi sobie zatem z napędzaniem ważącej 1130 kg Corsy? Cóż, powyższe parametry zapewniają co najwyżej wystarczające osiągi. Trzeba pamiętać o zdecydowanym operowaniu pedałem gazu, tym bardziej, że sporą wadą silnika jest jego duża turbodziura. Jeśli przy zmianie biegów zejdziemy poniżej 1500 obr., będziemy czekać wieczność aż auto zacznie znów jechać. Osiągnięcie maksymalnego momentu nie wywołuje również jakiś fajerwerków, ot Corsa zaczyna po prostu trochę sprawniej przyśpieszać. Mniej wymagającym klientom to wystarczy, ale osoby oczekujące większych wrażeń powinny omijać Corsę z tym silnikiem z daleka. Podobnie zresztą, jak ci, którzy oczekują ciszy w kabinie. Najmniejszy diesel ani na chwilę nie daje zapomnieć, o swoim wysokoprężnym rodowodzie. Wibracje w kabinie są wyraźnie wyczuwalne, tak samo zresztą jak poziom hałasu. Ten ostatni można by nieco zniwelować, stosując sześciobiegową przekładnię, takiej niestety nie znajdziemy w połączeniu z opisywanym silnikiem. Ponadto pięciobiegowy "manual" nie jest wzorcem w swojej klasie. Biegi wchodzą w miarę dobrze, ale z mocno wyczuwalnym oporem i wymaga to przyzwyczajenia.

Na plus trzeba natomiast zaliczyć pracę układu jezdnego Corsy. Jest on raczej nastawiony na komfort, ale nie ma tu mowy o francuskiej "kanapowatości" i nie cierpi na tym precyzja prowadzenia. Dodatkowo cieszy fakt, że cicho wybiera on nierówności polskich dróg, a tej klasie aut nie jest to powszechne. Układ kierowniczy miejskiego Opla współgra idealnie z jego zawieszeniem, ale mógłby być nieco bardziej bezpośredni i chyba nikt by z tego powodu nie narzekał.

Pozostaje jeszcze kwestia spalania. W wielkomiejskim ruchu Corsa 1.3 CDTI potrzebowała 6,7 litra ON na przejechanie każdych 100 km. W trasie oczywiście jest sporo lepiej. Auto z trzeba osobami na pokładzie, na dystansie Warszawa-Katowice zadowoliło się 4,8 litra ON, gdzie stała prędkość podróżna poza strefą zwężeń wynosiła 120 km/h.

Współżycie
Powszechnie wiadomo, że dla aut pokroju Corsy naturalnym środowiskiem jest miasto. I to właśnie tu mały Opel czuje się najlepiej. Jest przede wszystkim bardzo zwrotny, a manewrowanie nim to czysta przyjemność. Choć widoczność do tyłu nie jest najlepsza, to z parkowaniem nie ma najmniejszych problemów, gdyż gabaryty auta są dobrze wyczuwalne.

We wnętrzu Corsy napotkałem jednak na kilka niezbyt pozytywnych rzeczy. Przede wszystkim w aucie kuleje nieco ergonomia. Na pierwszy rzut oka wszystko jest OK, ale najpierw będziemy musieli przyzwyczaić się do dziwnego "impulsowego" przełącznika kierunkowskazów (Opel zresztą szybko wycofał się z tego pomysłu), potem zdamy sobie sprawę, że ekran opcjonalnej nawigacji umiejscowiony mniej więcej na wysokości kolan to nie jest najszczęśliwszy pomysł. W dodatku, w przeciwieństwie do komputera pokładowego, a także urządzeń montowanych w Insignii, Astrze czy Merivie, nawigacja nie potrafi się z nami porozumieć w języku polskim. Po trochę wnikliwszej analizie konsoli środkowej zdamy sobie także sprawę, że prawie każdy przełącznik i klawisz jest opisany potwornie małym symbolem lub napisem i o żadnej intiucyjności nie może być tutaj mowy.

Kolejną rzeczą, która mocno mnie zdziwiła, był brak wskaźnika temperatury cieczy chłodzącej na desce rozdzielczej. W krytycznej sytuacji zapali się pewnie stosowna lampka, ale dobrze byłoby chyba wiedzieć, kiedy silnik osiągnie swoją temperaturę roboczą, aby chętniej korzystać z jego - i tak niezbyt dużego - potencjału. A wiadomo przecież, że turbosprężarki nie lubią za bardzo wytężonej pracy przy zimnym silniku.

Opisane powyżej fakty znaczą, że Corsa, choć poddana odmładzającej kuracji, zaczyna cierpieć na geriatryczne schorzenia. W dzisiejszych czasach 5 lat obecności na rynku to spory kawał czasu i za rogiem powinno być widać już sukcesora. Ale na to miejski Opel będzie musiał poczekać do 2013 roku, bo wtedy to General Motors planuje pokazać jego następcę.

Za podstawową wersję Corsy 1.3 CDTI Enjoy trzeba zapłacić 53.590 PLN, co stanowi typową w tej klasie cenę za auto z silnikiem wysokoprężnym o zbliżonych parametrach. Wyposażenie seryjne można określić jako ledwo wystarczające. Jako ciekawostkę chciałbym przytoczyć fakt, że testowaliśmy Corsę wartą - UWAGA - 79.370 PLN i nie myślcie, że w tej cenie w aucie była skórzana tapicerka, szklany dach czy chociażby ksenony. To się nazywa mieć rozmach…

Werdykt
Corsa była jednym z pierwszych modeli, dzięki którym Opel zaczął odbijać się od dna. Dziś jest na fali wznoszącej i to w dużej mierze dzięki temu modelowi. Corsa wciąż jest dość atrakcyjną ofertą w swoim segmencie, głównie dzięki przestronnej kabinie, dobremu układowi jezdnemu czy też świetnie rozwiniętej sieci dilerskiej. Jednakże każdy nowy konkurent, który wchodzi na rynek oferuje to samo, jeśli nie więcej. Wniosek jest więc prosty - czas na następcę.

Dane
CZYM NAPĘDZANY?
Silnik: turbodiesel, R4, 16v; Pojemność: 1248 ccm; Moc: 75 KM (55 kW) przy 1750-2500 obr/min; Max moment obr.: 170 Nm przy 1700 obr/min
Skrzynia biegów: manualna, 5-biegowa
Napęd: przednie koła

JAK DUŻY?
Długość x szerokość x wysokość: 3999 x 1713 x 1488 mm
Rozstaw osi: 2511 mm
Masa własna: 1160 kg
Ładowność: 400 kg
Bagażnik: 285 - 1050 l
Zbiornik paliwa: 45 l
Nadwozie: hatchback
Drzwi / miejsca: 5 / 5

NA CZYM STOI?
Koła: 185/65 R15

JAK SZYBKI?
Przyśpieszenie 0-100 km/h: 14,5 s
Prędkość maksymalna: 163 km/h

JAK BARDZO SPRAGNIONY?
Spalanie (miasto/trasa/średnie): 4,8 / 3,5 / 4,0 l/100 km
fabryczne :6,7 / 4,8 / 5,4 l/100 km
Średnia emisja CO2: 105 g/km

JAK DROGI?
Cena już od…41.000 zł (1.0 Essentia)
wersja testowana: 57.200 zł (1.3 CDTI Enjoy)
egzemplarz testowany: 79.370 zł

Gwarancja
- mechaniczna: 2 lata
- perforacyjna: 12 lat
- na lakier: 2 lata

Przeglądy: co 30 tys. km lub co rok

 
Zobacz również...

Nowe wcielenie Opla Corsy

Volt i Ampera "Samochodem Roku 2012"

Mokka - nowy SUV Opla

BiTurbo w Oplu Insignia

Tropiciel cen Sprzedaj swój samochód Auto szukacz
Czy wiesz, że...

Ford Mustang 2011 GT otrzymał mocniejszy silnik V8?

Pod maską wersji GT jest 5 litrowa jednostka V8 o mocy 412KM,,,
 
Aktualne ceny paliw

Informacje dostarcza: stacjebenzynowe.pl

Mazda CX-5, czyli spóźnienie kontrolowane

Mazda CX-5, czyli spóźnienie kontrolowane

Lepiej późno niż wcale. Tak można określić to, co zrobiła Mazda dopiero teraz prezentując swoją propozycję w segmencie kompaktowych crossoverów, przez niektórych nazywanych też SUV-ami. Grupa samochodów uterenowionych, będących raczej miejskimi pochłaniaczami krawężników, rozwinęła się ostatnimi laty niemal niczym groźny wirus.
Uwaga na auta ze Szwajcarii!

Uwaga na auta ze Szwajcarii!

Kupiłeś auto sprowadzone ze Szwajcarii - uważaj, bo możesz mieć poważne problemy! W latach 2004-2008 trafiło do Polski ponad 1,5 tys. samochodów, przy imporcie których handlarze dopuścili się licznych oszustw i fałszerstw. Sprowadzone ze Szwajcarii auta legalizowano na podstawie podrabianych dokumentów. Fałszowano umowy zakupu radykalnie zaniżając cenę tych samochodów. To pozwalało handlarzom na opłatę symbolicznej akcyzy, cła i kwoty podatku VAT.
Newsletter
Sonda
Czy podoba Ci się nasza strona?
proszę czekać...
Tagi

Twoje sugestie

* wiadomość
e-mail
imię nazwisko
* pola obowiązkowe
zamknij »