Prezentacje
MINI Cooper SD Clubman 50 Hampton
2011-10-18
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Autor: Łukasz Kamiński Zdjęcia: Bartłomiej Urban i Paweł Skrzypczyński
Jest wiele sposobów na ubarwienie sobie życia. Moc zakupów, długi spacer, a może odległa podróż? Ostatnia opcja wydaje się najciekawsza, zwłaszcza w równie kolorowym samochodzie. Sprawdzamy jak bardzo mini jest MINI w odmianie maxi.
TŁO
Historię powstania najbardziej rozpoznawalnego na ulicy auta zna niemal każdy. Podczas nastałego w połowie lat 50. kryzysu paliwowego, Wyspy Brytyjskie były zmuszone podjąć działania mające na celu stworzenie pojazdu małego oraz spalającego śladowe wręcz ilości benzyny. Alec Issigonis pił popołudniową kawę zimą 1959 roku w przydworcowej restauracji. Przypadkowo spotkana tam czteroosobowa rodzina z mnóstwem toreb podróżnych, kompaktowo usadowiła się przy stoliku, bagaże umieszczając pod krzesłami. Brytyjski inzynier został olśniony i całą wizję techniczną nowego auta nakreśloną wówczas spontanicznie w głowie przelał na serwetkę, którą miał pod ręką. Dumny ze swego dzieła wybiegł z lokalu, aby przerzucić projekt na większy format - to był początek legendy.
Oprócz licznych sukcesów na planach filmowych, Mini zadomowiło się również na międzynarodowej arenie sportów motorowych. Sprzedany w liczbie 5.387.862 egzemplarzy samochód rozkochał w sobie miliony ludzi na całym świecie. Można było być więc pewnym, iż następca nadejdzie wkrótce. Tak też stało się w 2001 roku, kiedy to reaktywowane przez BMW po kilkunastu miesiącach od zakończenia produkcji MINI (od teraz pisane wielką literą) zaczęło pełnić rolę gadżetu i uwodzić kolejne pokolenia zmotoryzowanych.
Nowy projekt wymagał nieco przyzwyczajenia ze względu na nowoczesny design, nawiązujący jednak do pierwowzoru. Poprzednik na przestrzeni czterech dekad modernizowany był nieznacznie, raczej dla zaznaczenia faktu, iż "zegar życia tyka, ale mimo, że bez rewolucji, to my idziemy naprzód". MINI wchodząc w XXI wiek nie przestało być obiektem kultu, stało się wręcz obowiązkowym wyposażeniem maniaków ceniących sobie urok małego auta oraz nieprzeciętny styl. W 2006 roku auto przeszło lifting, po którym 100% technologii użytej w aucie opracowane jest bezpośrednio przez BMW.
Wchodzące na rynek kolejne "reinkarnacje" legendarnych samochodów konkurencji lub ich modernizacje (Fiat 500, Volkswagen New Beetle), chęć zdobycia szerszej, równie pozytywnie zakręconej klienteli co dotychczas oraz zaoferowanie czegoś, czego do tej pory w MINI nie było, wymusiło na producencie wprowadzenie do sprzedaży kilku bardziej funkcjonalnych lub jeszcze mocniej szalonych odmian. Posunięcie to u części konserwatywnych miłośników MINI budzi skrajne emocje, jednak zarówno wprowadzony w 2005 roku kabriolet, jak i crossover o nazwie Countryman sprzed roku pokazują, że przy zachowaniu zdrowego, stylistycznego rozsądku, nawet mnogość modeli nie musi spisywać marki na krytykę, której w ostatnim czasie doświadczyło chociażby Porsche. My przyglądamy się pięciodrzwiowemu (choć nie w klasycznym układzie) kombi zaprezentowanemu w 2008 roku i zbudowanemu na bazie tradycyjnego MINI Coopera. "Kombi" to określenie nieco na wyrost, w końcu z reguły jest to napompowane auto o pełnoprawnych pięciu miejscach oraz mnóstwem miejsca na bagaż. W prezentowanym samochodzie, podejście do tematu jest nieco inne. Model Clubman był już testowany przez naszą redakcję, tym razem mamy do dyspozycji jednak auto z czymś, co czyni go jeszcze bardziej oryginalnym - pakietem wydanym ku czci 50-lecia powstania MINI w "turystycznej" odmianie.
CIAŁO
Niegdyś małymi Cooperami jeździły głównie kobiety. Oczywiście był też Jaś Fasola, którego reżyser umieścił w Mini raczej dla wyeksponowania nieudolności aktora i lekkiego upokorzenia. Czasy się jednak zmieniły - dziś nikogo nie dziwi widok kobiety na motocyklu, czy w ogromnym SUV-ie, tudzież faceta w miejskim, teoretycznie damskim aucie. Nie inaczej jest z MINI.
Samochód charakteryzuje się tym samym, co zwykły Cooper - krótkie zwisy, ogromne lampy, potężny grill oraz okazałe połacie blachy względem mniejszej ilości szkła. Samochód bogaty jest w gros miłych dla oka elementów. Galanterię uzupełniają takie smaczki jak chromowane klamki, czy listwy, dopracowane w najmniejszym detalu. Prezentowany egzemplarz stylistykę retro uwydatnia jeszcze bardziej dzięki pakietowi MINI Clubman 50 Hampton bogatemu w ekskluzywne dodatki. W jego skład wchodzą bordowe pasy z fioletowymi przejściami biegnące przez nadwozie, lusterka w takim samym wykończeniu, zestaw plakietek, reflektory biksenonowe oraz felgi malowane na czarno. Nasz Clubman został polakierowany pięknym lakierem Pepper White, któremu bliżej do kremowego, niż białego. Smaczku dodaje dodatkowo zamontowany spoiler na krańcu dachu polakierowanego na czarno oraz wkłady kloszy reflektorów o tej samej barwie. Ekstrawagancji typowej dla sportowych samochodów, dodają drzwi bez ramek szyb.
Design karoserii od lat ma swoich skrajnych interesantów. Jedni cenią uroczy charakter samochodu, inni kpią z "cukierkowatości". Faktem jest jednak, że nikt koło MINI nie przejdzie obojętnie. Rozstaw osi tradycyjnego Coopera został wydłużony o 8 cm, dodano "półdrzwi" (tzw. split door), niestety tylko z prawej strony. Choć warto się zastanowić czy fakt ten to nie przypadkiem niuans stanowiący kolejny smaczek w stylistyce auta, punktujący nieprzeciętność. Warto też zaznaczyć, że tradycyjne drzwi z lewej strony są nieco dłuższe niż te po przeciwległej stronie. Split door, otwierane wyłącznie wówczas, kiedy przednie nie są zamknięte, ułatwiają zajmowanie miejsc na tylnej kanapie. Jeżeli o niej mowa, nie sposób zaznaczyć, że większy rozstaw osi wpłynął korzystnie na ilość miejsca za przednimi fotelami, na których wygodnie mogą zasiąść nawet rośli pasażerowie, a to głównie za sprawą nisko umiejscowionych siedzisk. Nie przeszkadza to jednak w wygodnym podróżowaniu oraz nie wymusza konieczności trzymania kolan pod brodą. Na tylnej kanapie pasażerowie o średnim wzroście i wyżsi, przyjemnie wspominać będą wyłącznie krótkie przejażdżki. Przestrzeń, biorąc pod uwagę charakter oraz przeznaczenie samochodu jest wystarczająca, jednak miejsca nadal nie ma zbyt wiele i mimo większej ilości obszaru przeznaczonego dla pasażerów względem zwykłego hatchbacka, na powierzchni tylnych siedzisk z trudem zmieściła się niewielka torba podróżna. Tak więc nie oszukujmy się - MINI nadal jest mini. I to akurat cieszy. Charakter tak ugruntowanego na rynku auta nie powinien być radykalnie zmieniany na potrzeby nowej rzeszy klienteli o sprecyzowanych wymaganiach.
Efektownie otwierane pod wiatr drzwi boczne niewiele pomagają przy wsiadaniu do wnętrza, bowiem składając się niczym scyzoryk MacGyvera, nie mamy stabilnego elementu, którego moglibyśmy się przytrzymać przy wsiadaniu. Drzwi bagażnika przypominające te od lodówki to genialny patent, nawiązujący do protoplasty Clubmana sprzed lat. Muśnięcie klamki, dzięki teleskopom, powoduje samoczynny dostęp do przestrzeni bagażowej. Tam, cóż - nikt nie spodziewał się kufra godnego konkurowania ze Skodą Superb Combi, natomiast osobiście oczekiwałem nieco większej pojemności względem tradycyjnego Coopera (260 w Clubmanie, 160 w MINI Cooperze). To teoretycznie 100 litrów do wykorzystania więcej, natomiast otwarcie tak stylistycznie zaakcentowanych "wrot" zapowiadało nieco większą korzyść. Cieszy natomiast podwójne dno bagażnika, pod podłogą znajdziemy bowiem pokaźnej wielkości schowek. Oprócz tego, tylną kanapę możemy złożyć, uzyskując dodatkowe 670 litrów pojemności kufra. Trochę szkoda, że za pomocą pilota zdalnego sterowania możemy otworzyć jedynie prawe skrzydło. Ponadto obie części tylnych drzwi dość znacznie ograniczają widok we wstecznym lusterku za sprawą ich wewnętrznych części, które tworzą słupek pokaźnych rozmiarów. Takie niuanse nie pozwalają jednak patrzeć na MINI krytycznym okiem. W niemalże każdym calu samochód kipi pozytywną energią i nastraja pasażerów od chwili pierwszego kontaktu wzrokowego.
W kabinie Mini od razu poczujemy się jak w sportowym samochodzie. Bliskość przyrządów, mała kierownica, rewelacyjnie leżący w dłoni lewarek zmiany biegów oraz oczywiście centralny prędkościomierz wielkości pizzy nie pozostawiają złudzeń - siedzimy w sympatycznym, ale jednak nacechowanym sportowo pogromcy miast i miasteczek. Obserwując kokpit z pozycji kierowcy, warto zwrócić uwagę na genialne spasowanie materiałów. Zastosowane plastiki są miłe w dotyku, a skóra o przyjemnej woni daje poczucie niebanalnej klasy i elegancji. Ciężko jest się czegoś przyczepić, gdyż samochód mimo swojej "zabawkowości" (choć nikt nie powiedział, że MINI nie może być męską zabawką), emanuje perfekcją wykonania oraz ponadprzeciętnym prestiżem. W naszym aucie, przy obecności pakietu MINI Clubman 50 Hampton czarną skórę z czerwonym szwem dodatkowo przyozdabiają listwy w bordowym kolorze Damson Red, zgodne z tym, który widzieliśmy już na karoserii. Cieszy oczywiście ogrom detali, dopracowanych w najwyższym stopniu. Nic nie jest tutaj przypadkowo zaakcentowane - nawiewy powietrza, drążek zmiany biegów, czy chociażby przyciski w stylu lotniczym. Ponadto podczas słonecznej przejażdżki niezmiernie cieszy jedna z pozycji listy wyposażenia dodatkowego - ogromny (niestety nietani - opcja warta niemal 4000 zł) szyberdach zamontowany w naszym aucie. Rewelacyjnie rozświetla przytulne wnętrze. Oba okna dachowe mogłyby się jednak całkowicie otwierać, gdzie tylne wyposażono niestety jedynie w funkcję uchylania. Samochód mógłby również zostać wyposażony w możliwość otwierania i zamykania okien oraz szyberdachu z poziomu pilota zdalnego sterowania.
DUSZA
Wkładając w gniazdo stacyjki futurystyczny pilot w kształcie żetonu, budzimy do życia motor o fantastycznej charakterystyce. Jest to chyba najbardziej optymalna jednostka spośród wszystkich dostępnych w gamie Clubmana (4 benzynowe oraz 3 wysokoprężne). Pod maską kremowego zalotnika (jestem pewien, że uwiedzie każde damskie serce) umieszczono rewelacyjny motor znany z samochodów BMW. 143-konny turbodiesel zdaje się być złotym środkiem dla tego samochodu i nie sposób odgadnąć po dźwięku dochodzącym do wnętrza auta, iż mamy do czynienia z autem napędzanym ropą. Podkreślam to wyjątkowo mocno, bowiem mniejszy, 110-konny francuski silnik diesla również montowany pod maską Clubmana, dość znacząco daje o sobie znać w kabinie, szczególnie zimą. Skromne gabaryty oraz masa niewiele przekraczająca 1200 kilogramów pozwalają czynić wysokoprężnej jednostce z MINI naprawdę przyjemnego ściganta. Ściganta o zrównoważonym apetycie na ropę.
Przeglądając materiały prasowe, aż ciężko uwierzyć w podawane przez producenta 3,9 litra (!) na setkę w trasie. Oczywiście rzeczywistość sprowadza nasz nadmierny zachwyt na ziemię, choć nie przyprawia o zawrót głowy. 5,2 litra na każde 100 przejechanych kilometrów to wynik naprawdę przyzwoity jak na silnik o takiej mocy. Przy nieco żwawszej jeździe, średnie spalanie sięgnie wartości niespełna 6 litrów, natomiast w mieście, z 40-litrowego zbiornika (dlaczego tak mały?!) ubędzie nam prawie 7 litrów.
Odrzućmy jednak kwestie oszczędności i przejdźmy do osiągów. 8,6 sekundy - tyle potrzeba, aby na prędkościomierzu ujrzeć trzycyfrową liczbę. Rewelacyjnie spisująca się skrzynia biegów o sześciu przełożeniach pozwala na sprawne spożytkowanie mocy. Skórzany lewarek zachwyca krótkim skokiem, co potęguje uczucie obecności w sportowym aucie. W odpowiednim napędzaniu pomaga też 305 Nm momentu obrotowego (osiągane już w zakresie 1750-2700 obr/min), dzięki któremu samochód imponująco przyśpiesza z niemal każdego biegu. Pisząc o przekładni, nie mogę zapomnieć o dziwnym i dla mnie niepojętym zjawisku, którego doświadczyłem obcując z MINI. Samochód pozostawiony z załączonym biegiem (bez hamulca ręcznego) na parkingu umiejscowionym na wzniesieniu zsuwał się co kilkadziesiąt sekund o kilka centymetrów! Czyżby samochód mówił "pilnuj mnie bardziej i korzystaj z hamulca pomocniczego, bo ci ucieknę"?
WSPÓŁŻYCIE
Już pierwszy kontakt z MINI to fantastyczne odczucia. Pachnące wysoką jakością skórzane, podgrzewane fotele rewelacyjnie trzymają na boki, przy czym są bardzo wygodne w nawet najdłuższej podróży. Trochę boli brak elektrycznego ustawiania przednich siedzeń - przy pełni stylu i nowoczesności, w tym akurat miejscu z pojęciem "retro" nieco przesadzono. Poza tym, jak na auto nadal aspirujące do bycia "kobiecym", zdecydowanie brakuje kilku bardziej poręcznych schowków. Podłokietnik wydaje się być nieco za mały, a schowek w nim umieszczony z trudem pomieści cokolwiek choć trochę większego niż telefon komórkowy.
"Patelnia" prędkościomierza niestety mimo przepełnienia stylem, jest trochę nieczytelna. Skala niekiedy zlewa się przez wysoką czcionkę, a mała wskazówka, biegnąca niemal po obrysie okręgu często staje się niewidoczna. Na szczęście martwić się o to mogą głównie pasażerowie, ponieważ cyfrowy prędkościomierz kierowca ma w oknie komputera pokładowego, umieszczonego pod prędkościomierzem wbudowanym w zegar przed oczyma kierującego.
Poruszanie się po menu wyświetlanym wewnątrz prędkościomierza jest niezwykle proste za sprawą małego joysticka wyposażonego w guzik, który przypomina przyrząd do destrukcji świata znany z filmów. Navigationssytem Business to bardzo dokładna i rozbudowana mapa. Warto wybrać ją z listy opcji, ponieważ precyzyjnie prowadzi do celu, a jej wyświetlacz jest niezwykle czytelny. Przyczepić można się jedynie do głosu dyktującego kierunek jazdy - na miły Bóg, komendy czytane przez prezesa Jarosława K. byłyby przyjemniejsze w przyswajaniu, niż te podawane przez ospałą panią z BMW. O genialny nastrój we wnętrzu dba rewelacyjny zestaw audio Harman Kardon, składający się z 10 głośników wspomaganych przez cyfrowy procesor dźwięku oraz wydajny wzmaczniacz o mocy 480W. Oprócz tego, przyjemny klimat (docenią szczególnie panie) tworzą lamki na podsufitce oraz przy podajnikach pasów bezpieczeństwa. Ich kolor możemy zmieniać jednym z chromowanych lotniczych klawiszy nad lusterkiem wstecznym. Nie odnajdziemy tutaj krzty banału czy pójścia na łatwiznę - każdy element dopracowany jest w najmniejszym szczególe i przywodzi na myśl styl retro. Klamki wewnętrzne, guziki sterujące najróżniejszymi funkcjami, czy chociażby dźwignia hamulca ręcznego - wszystko kipi nieprzeciętnym stylem. Z tak dopracowanego auta naprawdę nie chce się wysiadać.
Ogrom gustownych przycisków na kokpicie oraz podsufitce zmusza niekiedy do dłuższej zadumy nad przypisanymi do nich funkcjami, choć jest to kwestia przyzwyczajenia. Jednak umiejscowienia obsługi świateł przeciwmgłowych, czy ryglowania drzwi spodziewałbym się naprawdę w innym miejscu, niż pod panelem sterowania klimatyzacji, której obsługi dokonujemy za pomocą przycisków dość ubogich w stylistyczną wyjątkowość, którą przepełnione jest wnętrze MINI. Do wad można zaliczyć brak podświetlenia niektórych klawiszy (a raczej zaakcentowanie jedynie grafiki funkcji, bez samego guzika), co nocą może okazać się udręką, podczas buszowania po gąszczu przycisków rozrzuconych po całej desce rozdzielczej. Na uwagę zasługują trzy "męskie" klawisze umieszczone tuż za lewarkiem zmiany biegów. Są to odpowiednio SPORT (wzmagający reakcję na gaz oraz czyniący układ kierowniczy jeszcze bardziej precyzyjnym! - może nie jest to nadmiernie odczuwalne, ale nie bez przyczyny w cenniku opcji mamy podany koszt "przycisku SPORT", a nie żadnego specjalnego systemu), A-OFF wyłączający system Start/Stop dbający o ekonomię jazdy w mieście oraz oczywiście klawisz pozbawiający MINI kontroli trakcji.
Na ogromne uznanie zasługuje też rewelacyjny układ kierowniczy. Imponuje jego wspomaganie, które zostało zoptymalizowane i stworzone z myślą zarówno o miejskim przemieszczaniu, jak i nieco bardziej narowistych szaleństwach. Bezpośredni charakter genialnie współgra z pracą zawieszenia oraz dostatkiem mocy, w rezultacie dając pojazd o prowadzeniu godnym miana lidera w klasie. Samochodem podróżuje się niczym gokartem - nisko umieszczony środek ciężkości oraz szeroko rozstawione koła pozwalają precyzyjnie wstrzeliwać się w partie ostrych zakrętów. Zawieszenie pomaga w odpowiednim wyczuciu samochodu w serpentynach przy niemal każdej prędkości, gwarantując doznania rodem z prawdziwie sportowych aut. A pamiętajmy, że podróżujemy pojazdem w stylu retro z dieslem pod maską! Niewielkiej uwagi wymagają jedynie większe dziury w jezdni - łatwo zepsuć felgę lub po prostu nabawić się bólu kręgosłupa. Przy nierównej nawierzchni na komforcie aż tak dużo nie stracimy, jednak warto unikać kontaktu z większymi wyrwami dla samego bezpieczeństwa. Na gładkim asfalcie ciężko wyobrazić sobie bardziej precyzyjnie zestrojony samochód, z kolei na koleinach odczujemy ich obecność głównie po dźwięku dochodzącym z pracy układu zawieszenia. Poza tym, pojazd przy niemal każdej nawierzchni prowadzi się bardzo przewidywalnie. Z pewnością za zasługę możemy przypisać tutaj również wydłużony rozstaw osi. Krótszy MINI Cooper ma tendencje do podskakiwania na nierównościach oraz niepewności w łukach o nawierzchni bogatej w ubytki asfaltu. Tak zwarty pojazd wyposażony w genialne zawieszenie sprawdza się podczas komfortowej podróży w mieście oraz szaleństw w trasie… lub odwrotnie. Podczas obcowania w miejskiej dżungli, o umiarkowane zużycie paliwa dba system Start/Stop, który pomaga oszczędzać, wyłączając silnik w korku, czy przed sygnalizatorem świetlnym. Muśnięcie pedału sprzęgła momentalnie uaktywnia silnik, co pozwala płynnie włączyć się do ruchu, bez konieczności gorączkowego wykonywania całej procedury startowej. Ponadto potrafi sam włączyć motor, jeśli zajdzie potrzeba dostarczenia większej dawki zasilania do obsługi urządzeń pokładowych.
Do tak przyjemnych aspektów jak zawieszenie oraz układ kierowniczy, w "świętą trójcę" włącza się oczywiście genialny silnik, który jak dla mnie jest najlepszym punktem auta. Generalnie miałbym ciężki wybór, czy decydując się na MINI Clubman, zamówić go z testowanym turbodieslem, czy może model S? 40 koni więcej na korzyść benzyniaka "urywa" około sekundę w przyśpieszeniu do pierwszej setki (7,5 s względem 8,6 s) oraz pojedzie niezauważalnie szybciej (227 km/h w porównaniu do 215 km/h). 4000 zł zaoszczędzone przy zakupie z pewnością jednak odczujemy przy codziennej eksploatacji, bowiem 184 konne 1.6 zdecydowanie nie będzie w stanie spalić tak nikłych ilości paliwa, co testowane SD.
A skoro jesteśmy przy oszczędności, decydując się na zakup MINI Clubman, musimy liczyć się z tym, iż styl swoje kosztuje. Podstawowe MINI One Clubman to wydatek niespełna 80.000 zł. MINI Cooper SD Clubman to już kwota 111.900 zł. W wyposażeniu znajdziemy oczywiście takie udogodnienia jak klimatyzację, pełną elektrykę, 6 poduszek powietrznych, dobre audio, czy zestaw systemów wspomagających kierowcę z rozbudowanym ABS, CBC czy DSC. Doposażenie auta do poziomu prezentowanego egzemplarza, łączy się niestety z koniecznością zostawienia w salonie MINI jeszcze większej sumy pieniędzy. Z długiej listy opcji, w naszym aucie zamontowano znaczną ilość pozycji, choć przy zasobności portfela możemy sobie pozwolić na jeszcze więcej. Kremowe MINI Cooper SD Clubman posiada m.in. pakiet Chilli (a w nim chociażby skórzana kierownica, welurowe dywaniki, czy światła przeciwmgielne - 10 203 zł), wspomniany zestaw dodatków linii MINI Clubman 50 Hampton (16 327 zł), rozbudowany system nawigacyjny (5 879 zł), ogrzewane fotele (1 183 zł), czy rewelacyjny zestaw audio HiFi Harman Kardon (3 021 zł). Dorzucając jeszcze kilka innych opcji, testowany Clubman został wyceniony na potężne 161.122 zł. Czy to dużo? Cena podstawowej wersji modelu wydaje się być bardzo przystępna jak na to co oferuje, jednak koszty opcji przeznaczonych do zamontowania na pokładzie MINI, niestety stanęły na równi z tymi, oferowanymi w BMW. To chyba jedyna wada reaktywowania marki właśnie przez niemiecką firmę z Monachium, jednak Clubman to samochód wyjątkowy i z pewnością nie jest przeznaczony dla skner o przesadnym instynkcie oszczędzania.
WERDYKT
MINI to specyficzny wóz. Z biegiem lat, powstałe odmiany nadwoziowe oraz pakiety stylistyczne połączone z przeróżnymi wariantami napędowymi, przekreśliły jednoznacznie "skazanie" samochodu wyłącznie na kobiety. W Clubmanie już samo wsiadanie wymaga przyzwyczajenia, gdyż klamka zewnętrzna wymaga pewnego nacisku na jej wewnętrzną część, a sama podłoga wraz z fotelami umieszczone są bardzo nisko jak na (domniemane) głównie miejskie przeznaczenie auta. Takie niuanse pokazują, że oprócz słodkiego designu, MINI to także solidny, rasowy samochód dla ludzi o oryginalnym guście i preferencjach, którzy oczekują od samochodu nie tylko wyglądu oraz stylu, ale także świetnych właściwości jezdnych oraz przyzwoitej pakowności. Czyżby samochód o charakterze uniseks?
Clubman to z pewnością jeden z tych ‘gadżetów’, które warto mieć. Nie tylko dla samego posiadania, ale dla czerpania pełni frajdy z obcowania, klimatu, no i jazdy rzecz jasna. Wiele elementów inżynierowie mogli opracować pod innym kątem, pytanie tylko po co? Wówczas byłoby zbyt banalnie, a w MINI chodzi przecież o oryginalność. Zdecydowanie rozwesela stylistyką, przegania ciemne chmury w szary dzień, pobudza właściwościami jezdnymi oraz koi komfortem wysokich lotów.
Konkurencja może stawać w szranki z MINI wyłącznie wówczas, gdy porównujemy auta pod kątem wielkości, ergonomii, czy parametrów mechanicznych. Niemieckie auto o brytyjskich korzeniach ma jednak coś, czym deklasuje nie tylko segment małych kombi - niezaprzeczalny, ponadprzeciętny styl, który kipi z niemalże każdego elementu nadwozia i wnętrza auta, tworząc wrażenie obcowania z dziełem sztuki. I nie wiedzieć czemu więcej pięknych kobiet mijanych na ulicy, dzieli się z kierowcą sympatycznym uśmiechem.
DANE
CZYM NAPĘDZANY?
Silnik: turbodiesel, R4, 16v
Pojemność: 1995 ccm
Moc: 143 KM (105 kW) przy 4000 obr/min
Max moment obr.: 305 Nm przy 1750-2700
Skrzynia biegów: manualna, 6-biegowa
Napęd: przednie koła
JAK DUŻY?
Długość x szerokość x wysokość: 3961 x 1683 x 1434 mm
Rozstaw osi: 2547 mm
Masa własna: 1235 kg
Ładowność: 500 kg
Bagażnik: 260 - 930 l
Zbiornik paliwa: 40 l
Nadwozie: kombi
Drzwi / miejsca: 4 / 5
NA CZYM STOI?
Koła: 205/45 R17
Zawieszenie:
- przód: kolumny MacPhersona
- tył: wielowahaczowe
Hamulce:
- przód: tarczowe wentylowane
- tył: tarczowe
JAK SZYBKI?
Przyśpieszenie 0-100 km/h: 8,6 s
Prędkość maksymalna: 215 km/h
JAK BARDZO SPRAGNIONY?
Spalanie (miasto/trasa/średnie):
- fabryczne: 5,2 / 3,9 / 4,4 l/100 km
- w naszym teście: 6,9 / 5,2 / 5,8 l/100 km
Średnia emisja CO2: 115 g/km
JAK DROGI?
Cena:
- już od…: 79.700 zł (One Clubman)
- wersja testowana: 111.900 zł (Cooper SD Clubman)
- egzemplarz testowany: 161.122 zł
Gwarancja
- mechaniczna: 2 lata
- perforacyjna: 12 lat
- na lakier: 3 lata
Przeglądy: wg wskazań komputera
MINI, MINI Clubman i MINI Cabrio - nowości na rok 2011 |
MINI w rozmiarze maxi |
Urlop w stylu MINI |
MINI Cooper S Cabrio |
















































