Prezentacje
Hyundai Santa Fe 2.2 CRDi Executive
2010-03-30
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
tekst: Marek Stachoń, zdjęcia: Marcin Napieraj
Zastanawia Was, po co ludziom w miastach SUVy? Ja znam już odpowiedź na to pytanie. Na wstępie warto zadać jeszcze szersze pytanie: po co W OGÓLE ludziom SUVy? Nie od dziś wiadomo, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. SUV nie jest ani specjalnie przestronny, ani specjalnie poręczny (zwłaszcza w mieście), w prawdziwy teren w ogóle się nie nadaje, a na dodatek spala zauważalnie więcej paliwa niż "normalny" samochód.
A jednak na SUVy ciągle panuje boom. Żaden szanujący się producent nie może pozwolić sobie na brak auta tego typu w ofercie. A są i firmy, które posiadają po 3 modele tego typu do wyboru (Mercedes, BMW). Z wielką radością przyjąłem więc fakt, że moim kolejnym samochodem testowym będzie SUV. Dokładnie Hyundai SantaFe z obowiązkowym dieslem pod maską. Koreański koncern produkuje auta tego typu od 9 lat. Debiutem Hyundaia w tym segmencie był Santa Fe pierwszej generacji, który pojawił się w sprzedaży w 2000 roku w USA, a rok później w Europie. W 2001 roku, również w USA, pojawił się o numer większy model, czyli Terracan. W 2007 roku na rynek weszła aktualna generacja Santa Fe. Do testów otrzymaliśmy bogato wyposażony samochód (wersja Executive) wyposażony w silnik diesla 2.2 CRDi z automatyczną, pięciobiegową przekładnią.
Ciało
Samochody marki Hyundai gościły już na naszych łamach i, jak pewnie pamiętacie, zebrały one pochlebne opinie na temat stylistyki. Nie inaczej jest w przypadku Santa Fe. Długa maska z dwoma przetłoczeniami, która schodzi płynnie w kierunku sporego grilla oraz bardzo wyraziście wyglądające reflektory nadają temu autu naprawdę dynamicznego charakteru. Linia okien, wznosząca się lekko ku górze, wraz z mocno zarysowanymi przetłoczeniami bocznymi podkreśla to wrażenie. Ładne lampy tylne wraz z dwoma owalnymi końcówkami układu wydechowego dopełniają tylko całości. Moim zdaniem, Santa Fe to najładniejszy samochód z aktualnego portfolio producenta. Chylę czoła przed stylistami koncernu.
Zachęcony atrakcyjnym designem zająłem miejsce w środku. Do auta trzeba się raczej delikatnie wdrapać, a nie w usiąść w nim. Sporych rozmiarów fotel, tak jak tego oczekiwałem, okazał się naprawdę wygodny. Nie powiem, skórzana tapicerka również mile połechtała leżące gdzieś w głębi duszy pokłady snobizmu. Rozejrzałem się po aucie - tu naprawdę jest dużo miejsca! Deska rozdzielcza została zaprojektowana w stylu dość typowym dla Hyundaia, co oznacza tylko jedno: co najmniej przyzwoitą jakość wykonania, dużą czytelność, prostotę obsługi oraz dobrą ergonomię. Skórzana kierownica, posiadająca sterowanie radiem i tempomatem oraz drewnopodobne wstawki zwiększają poczucie luksusu w tym samochodzie. Gdyby tylko plastiki użyte do wykończenia były trochę wyższej jakości...
Moje pierwsze wrażenie dotyczące przestronności Santa Fe było bardzo pozytywne, postanowiłem więc zajrzeć do bagażnika, aby sprawdzić czy Hyundai pójdzie za ciosem. I poszedł. Kufer ma ogromną pojemność 774 litrów, mierzone do dolnej linii okien. Po złożeniu tylnej kanapy, pojemność ta wzrasta do 1582 litrów. Gdybyśmy musieli załadować naszego Santa Fe pod sam dach, auto do dyspozycji oddaje nam ponad 2200 litrów przestrzeni bagażowej. Ale to nie koniec niespodzianek. Otóż, w podłodze bagażnika ukryto dwa dodatkowe siedzenia, które czynią Santa Fe małym, siedmioosobowym "autobusikiem". Nie mogłem na nich nie usiąść. Wsiadanie jest bardzo niewygodne, miejsce też praktycznie nie ma dużo, ale w awaryjnych sytuacjach to wystarczy.
Dusza
Jak wspomniałem na początku, testowanego Santa Fe napędza silnik wysokoprężny. Ten rodzaj napędu jest najczęściej wybierany przez klientów kupujących SUVy. Nic dziwnego, w aucie tego typu ważny jest moment obrotowy, no i spalanie. Pod maską naszej "testówki" drzemał nowoczesny diesel Common Rail o pojemności 2,2 litra. Motor ten generuje 155 KM mocy, maksymalny moment obrotowy to pokaźne 343 Nm. Za zmianę przełożeń odpowiedzialny jest pięciobiegowy automat. Jak ten duet poradził sobie z niemałą przecież masą auta, która wynosi 1968 kg? I tu znów SantaFe mile mnie zaskoczył. Samochód naprawdę sprawnie przyśpiesza. Na papierze "sprint" do setki trwa 12,9 sekundy, ale subiektywnie auto przyśpiesza zauważalnie szybciej. Skrzynia biegów odczuwalnie zmienia przełożenia, ale nie jest to specjalnie uciążliwe. Zastrzeżenia miałem jednak do "kickdownu", który był mocno nieprzewidywalny. Czasem redukcja i przyśpieszenie następowały błyskawicznie, czasem jednak upływały długie sekundy zanim auto wyrywało do przodu.
Współżycie
Dni 1-5 - miasto
Pierwsze kilka dni testu odbywało się w typowo warszawskich realiach. Czyli w niekończących się korkach. Muszę przyznać, że w SantaFe znosiłem je lepiej niż zazwyczaj. Wysoka pozycja za kierownicą zapewniała świetną widoczność, automat okazał się wręcz nieoceniony, a spore rozmiary samochodu skutecznie blokowały zapędy chamskich kierowców, lubiących wciskać się w każdą przestrzeń między samochodami większą niż pudełko papierosów. O komfort dbały m.in. wydajna klimatyzacja automatyczna i podgrzewane przednie siedzenia, bardzo przydatne w zimowe poranki. W ruchu miejskim odkryłem kolejną zaletę SantaFe. Praktycznie nie czuć pokaźnych rozmiarów auta, zarówno podczas jazdy, jak i parkowania. Oczywiście nie wciśniemy się wszędzie, to przecież nie i10, ale parkowanie, dzięki wysokiej pozycji za kierownicą, dobrej widoczności oraz dużym lusterkom bocznym, jest naprawdę łatwe. Nie mogłem nie wybrać się tym autem na zakupy. Wrzucenie 5 dużych, wypchanych reklamówek nie naruszyło w ogóle ogromnej przestrzeni bagażnika. A jak kształtowało się spalanie w tych trudnych warunkach? Cóż, jeżdżąc (a raczej stojąc) popołudniami komputer pokładowy wskazywał średnie spalanie rzędu 13,7 litra. Na usprawiedliwienie dodam, że warszawskie korki nawet z Priusa są w stanie uczynić obiekt nienawiści w oczach Greenpeace'u. Jeżdżąc samochodem po mieście w weekend, głównymi arteriami stolicy, spalanie nie przekroczyło 9 litrów, a to już wynik, który zasługuje na uznanie.
Dzień 6 - trasa
Nadszedł weekend, czas więc sprawdzić Santa Fe w trasie. Trzeba przyznać, że samochód jest naprawdę dobrze wygłuszony, przy prędkościach do 100 km/h w aucie panuje praktycznie absolutna cisza. Poza tym motor charakteryzuje się wysoką kulturą pracy. Typowy dla zimnych diesli klekot jest niewielki i słychać go tylko przez kilka minut. Potem do kabiny dobiegają już tylko przytłumione dźwięki. Praktycznie niewyczuwalne są też wibracje. Autem w trasie jedzie się więc wygodnie, cicho, stabilnie i... oszczędnie. Samochód spalił średnio 7,8 litra przy prędkościach podróżnych rzędu 120 - 130 km/h. Prawie każdy kierowca wybierający się w trasę umila sobie czas słuchając muzyki lub radio. Niestety, seryjny zestaw audio w testowanym aucie okazał się dość rozczarowujący. Radio nie miało RDSu, było natomiast wyposażone w odtwarzacz kasetowy, co - jak sami przyznacie - jest sporym anachronizmem w naszych "cyfrowych" czasach. Na szczęście mieliśmy też do dyspozycji odtwarzacz CD/MP3 ze zmieniarką na 6 płyt. Jakość odtwarzanej muzyki była niestety niska - dźwięk był strasznie "płaski" i suchy, niskim tonom brakowało głębi, wysokie zaś były bardzo nieczyste. System audio zdecydowanie do poprawy!
Dzień 7 - teren
Ostatni dzień testu przeznaczyłem m.in. na sesję zdjęciową. Wraz z fotografem wyruszyliśmy na poszukiwanie odpowiednich plenerów. Lasy okalające Warszawę od strony Piaseczna okazały się wyjątkowo niegościnne. Nie ma szans wjechać do nich samochodem. Szukając wjazdu przebyliśmy kilka kilometrów jadąc coraz to większym błotem, w coraz głębszych kałużach i koleinach. Auto radziło sobie bez najmniejszego problemu, czego nie można powiedzieć o mijanym przez nas Golfie kombi, który zakopał się kilkaset metrów od najbliższych zabudowań. Większe przygody czekały na nas na polach przylegających do nowobudowanych osiedli na Wilanowie, gdzie postanowiliśmy skrócić sobie drogę do domu. Bez zbytniego wchodzenia w szczegóły - dwa razy myślałem, że będę zmuszony wyjść z auta i brodząc po kolana w błocie dojść do najbliższego placu budowy i tam błagać kogoś, aby wsiadł do którejś z trzyosiowych ciężarówek i wyciągnął nas z błota. Jednak wyłączenie ESP i włączenie stałego napędu na cztery koła pomogło. Buty i spodnie nie musiały trafić do pralni, a SantaFe urósł w moich oczach jeszcze bardziej.
Testowaliśmy bogato wyposażoną wersję Executive, która w standardzie miała w zasadzie wszystko, co do szczęścia potrzebne, łącznie ze skórzaną tapicerką. Również wyposażeniu w dziedzinie bezpieczeństwa trudno cokolwiek zarzucić. Auto, oprócz kompletu airbagów, miało ABS z EBD, ESP i TCS. W crash-testach Euro NCAP Santa Fe otrzymał 4/5 gwiazdek. Tak wyposażone auto kosztuje 167.900 PLN, można jednak załapać się jeszcze na promocję "rocznikową", w ramach której otrzymamy rabat w wysokości aż 26000 PLN. Dodam, że samochód jest objęty 3 letnią gwarancją mechaniczną bez limitu kilometrów.
Werdykt
Ten tydzień spędzony z Santa Fe pozwolił mi zrozumieć ludzi, który kupują SUVy. To naprawdę wszechstronne auto. Mimo sporych rozmiarów, manewrowanie nim nie należy do trudnych. Nie można nie docenić jego dużej przestronności i wysokiej funkcjonalności. W trasie zachowuje się niczym dostojna limuzyna, spalając przy tym niewielkie ilości paliwa. Zapewnia użytkownikowi dużą dozę komfortu oraz daje autentyczne poczucie bezpieczeństwa. To tłumaczy tak duże powodzenie SUVów wśród płci pięknej. Są też i wady, ale samochodów idealnych nie ma. Można jednak pokusić się o stwierdzenie, że Santa Fe to mocna alternatywa dla auta klasy średniej wyższej.
CZYM NAPĘDZANY?
Silnik turbodiesel z Common Rail, R4, 16v
Pojemność 2188 cm3
Moc 155 KM (114 kW) przy 4000 obr./min
Max moment obr. 343 Nm przy 1800-2500 obr./min
Skrzynia biegów 5-biegowa, automatyczna
Napęd 4x4
JAK DUŻY?
Długość / szerokość / wysokość 4675 / 1890 / 1795 mm
Rozstaw osi 2700 mm
Masa własna 1968 kg
Ładowność 602 kg
Bagażnik 774 / 1582 l
Zbiornik paliwa 75 l
Nadwozie SUV
Drzwi / miejsca 5 / 7
NA CZYM STOI?
Koła 235/60 R18
JAK SZYBKI?
Przyspieszenie 0-100 km/h 12,9
Prędkość maksymalna 178 km/h
JAK BARDZO SPRAGNIONY?
Spalanie (miasto/trasa/średnie)
- fabryczne 10,7 / 6,7 / 8,2 l/100 km
- w naszym teście 11,4 / 7,8 / 9,6 l/100 km
emisja CO2 218 g/km
JAK DROGI?
Cena już od... 116.900 PLN (Santa Fe 2.7 V6 Comfort 2WD)
- wersja podstawowa 167.900 PLN (Santa Fe 2.2 CRDi Executive)
- wersja testowana 170.900 PLN (taki, jakim jeździliśmy)
Gwarancja
- mechaniczna 3 lata
- perforacyjna 6 lat
- na lakier 3 lata
Przeglądy co 15.000 km


































