Prezentacje
Ford C-Max 1.6 TDCi Titanium
2011-09-13
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Autor: Marek Stachoń
Z czym kojarzy się Wam kompaktowy minivan? Jeśli z nudą, nijakością i pseudofunkcjonalnością, to czas najwyższy zmienić myślenie.
Na łamach naszego portalu gościliśmy wielokrotnie przedstawicieli jakże popularnego segmentu kompaktowych minivanów. Wnioski za każdym razem były podobne: nieco większa przestronność niż zwykły "kompakt", prorodzinny charakter i wszechobecna nuda. To skądinąd zrozumiałe. Idealnym przeznaczeniem takiego auta jest jego egzystencja w miejskiej dżungli i nieustanne kursowanie między szkołą/przedszkolem, galeriami handlowymi i miejscem zamieszkania. Po co więc auta tego typu obdarzać najmniejszą choć dozą sportowego charakteru? Bez sensu…
Mimo to klienci pokochali małe vany. Renault Scenic, Opel Zafira czy Ford Focus C-Max na stałe wrosły w wielkomiejski motokrajobraz, a sam segment bardzo mocno się rozrósł i dziś żaden szanujący się producent aut masowych nie może sobie pozwolić na brak tego typu samochodu w ofercie. Mało tego, kompaktowe minivany, będące kiedyś tylko jedną z odmian popularnych modeli (np. Megane Scenic) zaczęły żyć własnym życiem tworząc zupełnie nowe linie produktowe. To pokazuje dobitnie jak ważnym elementem motoryzacyjnego ekosystemu stały się te auta.
Historia bohatera dzisiejszego testu jest idealnym potwierdzeniem wyżej opisanych faktów. W 2003 roku Ford zaprezentował w Genewie Focusa C-Max będącego vanowatą wariacją najpopularniejszego modelu marki i będącego odpowiedzią na dobrze znanych konkurentów, czyli Opla Zafirę i Renault Scenica. W 2006 roku auto przeszło face-lifting i koncern zdecydował się na skrócenie nazwy do C-Max. Było to zresztą nawiązanie do obecnego już na rynku większego S-Maxa. W 2010 roku do sprzedaży weszła zupełnie nowa generacja kompaktowego minivana Forda, i to od razu w dwóch wersjach. Oprócz C-Maxa, w ofercie znalazł się o kilkanaście centymetrów dłuższa wersja Grand. Tym sposobem europejski Ford ma w swojej ofercie aż 4 vany do wyboru. Cóż, od przybytku głowa nie boli…
Ciało
Ford jest jedną z marek, która na przestrzeni kilkunastu ostatnich lat przeszła ogromną zmianę w zakresie stylizacji swoich produktów. Każdy fan motoryzacji pamięta zapewne połowę lat 90. ubiegłego wieku, kiedy to Ford zaprezentował miejskiego Ka będącego prekursorem New Edge Design. Choć po drodze było jeszcze Mondeo po liftingu (1996 rok) oraz Puma (1997), to prawdziwą ikoną tego tej szkoły stylistycznej stał się jeden z najpopularniejszych modeli marki czyli Focus. New Edge Design dość szybko się zestarzał, druga generacja Focusa czy Mondeo były sporo spokojniej zaprojektowane. W 2006 roku do gry wszedł Kinetic Design, który po dziś dzień wyznacza kierunek projektowania aut spod znaku błękitnego owalu. Co ciekawe, pierwszymi modelami spod znaku Kinetic Design były vany: Galaxy oraz S-Max. Choć na rynku obecny był już Focus C-Max, jego nadwozie jednoznacznie nawiązywało do dość spokojnego stylu "zwykłego" Focusa II generacji.
Testowane dziś auto zostało wprowadzone do sprzedaży w 2010 roku, co widać na pierwszy rzut oka. Nowy C-Max nie ma kompletnie nic wspólnego ze swoim pudełkowatym przodkiem. Auto zadziwia wręcz swoją muskularną i dynamiczną aparycją mocno podkreśloną wieloma zamaszystymi cięciami i przetłoczeniami. Pokażcie mi ponadto minivana z tak mocno wznoszącą się linią okien. Charakteru całości dodają duże i z rozmachem zaprojektowane lampy przednie i tylne oraz wydatna dolna atrapa chłodnicy, jak żywo budząca skojarzenia z… Fordem Focusem RS! Czy ktoś jeszcze śmie twierdzić, że nie można sportowo "narysować" kompaktowego minivana?
Jeszcze większy szok czeka nas po zajęciu miejsca w środku. Wyrzućcie z głowy wszelkie wyobrażenia, jakie mieliście nt. nudnego wnętrza poprzedniego C-Maxa. Kokpit nowego modelu atakuje wręcz zmysły stylistyczną odwagą i bogactwem. Za sportową kierownicą czai się zestaw zegarów wpuszczonych w futurystyczne tuby, fortepianowo czarna konsola centralna będąca jednocześnie centrum sterowania multimediami bezczelnie wchodzi w głąb kabiny, a żadna z kratek nawiewu z przodu nie ma odwagi być zwyczajnie prostokątną lub kwadratową. Nie szczędzono srebrnego plastiku całkiem sensownie imitującego aluminium, i dobrze bo gdyby nie ten zabieg, wnętrze byłoby stanowczo zbyt ponure, mimo tak ciekawej formy. Tworzywa użyte do uformowania kokpitu są dobrej jakości, ale chyba nikt nie pogniewałby się, gdyby były nieco bardziej miękkie. Nie można mieć natomiast żadnych zastrzeżeń co do jakości ich spasowania. Jest po prostu solidnie.
Dusza
Ford, tradycyjnie już, zapewnia klientom spore możliwości wyboru jednostek napędowych. My do testu otrzymaliśmy 115-konnego turbodiesla, który z pewnością będzie jednym z najczęściej zamawianych silników do tego kompaktowego minivana. Rzućmy okiem na tabelę. 115 KM mocy i 270 Nm momentu obrotowego przy masie własnej 1390 kg daje wynik w sprincie do "setki" wynoszący 11,3 sekundy. Teoretycznie szału nie ma, ale w praktyce okazuje się, że ten relatywnie niewielki motor całkiem dobrze radzi sobie z muskularnym C-Maxem. Oczywiście o quasisportowych osiągach nie może być mowy, ale zbytnich powodów do narzekań nie ma. Auto w ruchu miejskim porusza się bardzo zwinnie, a i na brak elastyczności w trasie nie powinniśmy zbytnio narzekać, pod warunkiem, że nie podróżujemy mocno obciążonym pojazdem.
Dodatkowym atutem opisywanego silnika jest bardzo wysoka kultura pracy. Wibracje, nawet przy zimnym silniku, są prawie niewyczuwalne, a po osiągnięciu temperatury roboczej rozpoznanie "na słuch" rodzaju jednostki napędowej jest wręcz niemożliwe. Duża w tym zasługa rewelacyjnego wyciszenia przedziału pasażerskiego, które jest po prostu wzorcowe w swojej klasie.
Kolejnym atutem testowanego samochodu jest skrzynia biegów. Znajdziemy tu dobrze znany, sześciobiegowy "manual", który zachwyca wręcz swoją precyzją działania, bardzo krótkim skokiem drążka i ultraergonomicznym umiejscowieniem. Skrzynia działa tak dobrze, że ja - będąc fanatykiem "automatów" - używałem jej z największą przyjemnością.
I nadszedł czas na przysłowiową wisienkę na torcie. Fordy słyną ze sportowo nacechowanych, genialnych zawieszeń i rewelacyjnych układów kierowniczych. Ale czy taka kombinacja pasuje do rodzinnego, kompaktowego minivana? Krótko mówiąc: TAK!
Układ jezdny C-Maxa zadziwia wręcz swoją sprężystością i umiejętnością niwelowania nierówności (choć nie czyni tego najciszej), ale najbardziej zachwyca w nim absolutna precyzja prowadzenia. To kolejny Ford, który sunie jak po szynach nie bacząc na stan nawierzchni. Oczywiście wyżej położony środek ciężkości jest odczuwalny i auto wychyla się w zakrętach, ale nie ma to najmniejszego wpływu na bezpieczeństwo jazdy. Oczywiście spory wpływ na takie, a nie inne parametry prowadzenia ma świetny i bardzo bezpośredni układ kierowniczy, dzięki któremu manewrowanie C-Maxem sprawia czystą przyjemność. W ten oto sposób Ford zaszczepił sportowego ducha w pozornie nudne, prorodzinne auto, za co należą się mu najwyższe słowa uznania.
Współżycie
Ford C-Max mierzy 4,38 m długości czyli jakieś 17 cm mniej niż nowy Focus kombi. Mimo to na przestronność w kabinie nie można narzekać. Przednie fotele są spore i wygodne, oraz zapewniają dobre trzymanie boczne. Mocno wchodzący w kabinę kokpit nie ogranicza w żaden sposób przestrzeni. Z tyłu znajdziemy trzy wydzielone siedziska. Niestety, nie są one przesuwne, co jeszcze bardziej podniosłoby funkcjonalność auta. Na pocieszenie dostaniemy za to bardzo prosty sposób ich składania, dzięki czemu błyskawicznie możemy powiększyć bagażnik. Jeśli już przy nim jesteśmy, to katalogowo mieści on 471 litrów (jeśli pod podłogą znajduje się zestaw naprawczy, a nie koło zapasowe), ale subiektywnie wydaje się sporo większy, dzięki prostej formie przypominającej niemalże idealny prostopadłościan. Wszystkie te cechy sprawiają, że C-Max naprawdę sprawdzi się jako rodzinne auto. Od razu dodam, że C-Maxem przewieziemy maksymalnie 5 osób. Dla tych, którzy posiadają liczniejszą rodzinę, Ford daje proponuje wersję Grand, mogącą przewieźć 2 osoby więcej.
Wspomniany przeze mnie wcześniej design kokpitu wygląda wręcz oszałamiająco, ale jak to przeważnie w takich przypadkach bywa, cierpi na tym ergonomia. Panel sterowania multimediami jest bardzo elegancki, ale średnio czytelny, głównie przez małe przyciski. W samochodzie znajdziemy również dwa wyświetlacze LCD. Pierwszy z nich to typowy komputer pokładowy i znajduje się między zegarami. Jego obsługujemy manipulatorem po lewej stronie kierownicy. Drugi to swoiste centrum dowodzenia radiem, telefonem i kilkoma innymi rzeczami. Jego obsługujemy manipulatorem po prawej stronie kierownicy lub "joystickiem" na konsoli środkowej. Trochę to wszystko zagmatwane i wymaga po prostu przyzwyczajenia. Dobrze, że oszczędzono choć panel klimatyzacji… Kolejną (choć nie tak dokuczliwą) przypadłością spowodowaną stylistyką auta jest przeciętna widoczność w tylnych partiach auta, ale to zrozumiałe biorąc pod uwagę niewielką powierzchnię szyb.
Testowaliśmy C-Maxa w bogato wyposażonej wersji Titanium, która w standardzie oferuje w zasadzie wszystko co może być potrzebne do szczęścia. Dziwić może natomiast brak w standardzie czujników parkowania, które byłyby przydatne biorąc pod uwagę muskularną sylwetkę auta i nie najlepszą widoczność przez tylną szybę. I tak dobrze wyposażony C-Max kosztuje 89.350 zł, co czyni go jedną z bardziej atrakcyjnych cenowo propozycji na rynku.
Werdykt
Ford naprawdę poważnie podchodzi do sprawy kreowania wizerunku swoich samochodów jako bardzo dopracowanych i nacechowanych sporą dozą sportu i dynamiki. Co ważne, wszystko to idzie w parze w wysoką funkcjonalnością. I taki właśnie jest nowy C-Max. To auto idealnie łączy w sobie ogromną dozę pragmatyzmu ze wszechobecną nutką sportu. Absolutnie zachwycający jest układ jezdny, w najlepszy z możliwych sposobów łączący komfort i nienaganne prowadzenie. Silnik jest niesamowicie kulturalny, wybitnie cichy i bardzo oszczędny. A to wszystko za naprawdę rozsądne pieniądze.
Jeśli więc sytuacja życiowa zmusza Cię do kupna minivana, a w Twoich żyłach płynie choć trochę benzyny, nie ma innego wyboru niż Ford C-Max.
Dane
CZYM NAPĘDZANY?
Silnik turbodiesel, R4, 16v
Pojemność 1560 ccm
Moc 115 KM (85 kW) przy 3600 obr/min
Max moment obr. 270 Nm przy 1750 obr/min
Skrzynia biegów manualna, 6-biegowa
Napęd przednie koła
JAK DUŻY?
Długość x szerokość x wysokość 4380 x 1828 x 1626 mm
Rozstaw osi 2648 mm
Masa własna 1315 kg
Ładowność 600 kg
Bagażnik 471 - 1723 l
Zbiornik paliwa 53 l
Nadwozie minivan
Drzwi / miejsca 5 / 5
NA CZYM STOI?
Koła 215/50 R17
JAK SZYBKI?
Przyśpieszenie 0-100 km/h 11,3 s
Prędkość maksymalna 184 km/h
JAK BARDZO SPRAGNIONY?
Spalanie (miasto/trasa/średnie)
- fabryczne 5,4 / 4,1 / 4,6 l/100 km
- w naszym teście 7,8 / 5,8 / 6,4 l/100 km
Średnia emisja CO2 119 g/km
JAK DROGI?
Cena już od… 66.350 zł (1.6 Ambiente)
- wersja testowana 89.350 zł (1.6 TDCi Titanium)
- egzemplarz testowany 96.900 zł
Gwarancja
- mechaniczna 2 lata
- perforacyjna 12 lat
- na lakier 3 lata
Przeglądy wg wskazań komputera











































