Prezentacje
Dodge Caliber Reloaded 2.0L SXT
2010-11-19
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
tekst: Marek Stachoń, zdjęcia: autor
Dziś dowiemy się jak Amerykanie definiują nie do końca definiowalne auta zwane crossoverami. Każdy fan motoryzacji wie, jak mieszkańcy Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej rozumieją samochody jako takie. Auto ma być duże, szerokie, wygodne, z silnikiem zaadaptowanym z ciężarówki oraz automatyczną skrzynią biegów. Takie rozumienie odbiło się już nieraz Amerykanom ogromną czkawką, jak chociażby w latach 70. ubiegłego wieku, podczas światowego kryzysu paliwowego. Ta sama mentalność niespecjalnie pomaga im również w zdobyciu rynków innych niż swój. Te cechy amerykańskich aut, które za Wielką Wodą uważane są za zalety, na Starym Kontynencie postrzegane są jako wady, a przypadki stricte "kowbojskich" wozów, które odniosły sukces w Europie można policzyć na palcach jednej ręki.
Wspomniany przed chwilą kryzys paliwowy, spowodował jednak to, że część amerykańskich koncernów zaczęła poszerzać swoją ofertę o auta, które w Europie zwane są kompaktowymi, w Stanach zaś nazywane są zapewne przerośniętymi kosiarkami do trawy, albo jeszcze gorzej. Przeważnie były to po prostu adaptacje aut japońskich. Dodge miał w swojej ofercie praktycznie całe portfolio Mitsubishi, gdzie modele Champ, Arrow czy 2000GTX to po "naszemu" Colt, Lancer i Galant. Kilkanaście lat temu amerykańscy producenci zaczęli jednak produkować rdzennie swoje samochody o długości nieznacznie przekraczającej 4 metry, czyli idealnie mieszczących się w europejskiej klasie kompakt. Jednym z nielicznych modeli, które były znane na Starym Kontynencie, był Neon. Ponieważ cierpiał on na typowe amerykańskie przywary motoryzacyjne, nigdy nie zdobył popularności pokroju Golfa czy Civica. Neon został w 2006 roku zastąpiony przez model Caliber, który również był sprzedawany przez Dodge'a w Europie. Ponieważ czas płynie nieubłaganie, koncern zdecydował się na usunięcie zmarszczek i od kwietnia 2010 w salonach można kupić Calibra po face-liftingu okraszonego groźnym mianem Reloaded.
Ciało
Tak naprawdę zdefiniowanie segmentu, do jakiego należy Dodge Caliber, nie jest do takie łatwe. Sam producent skrzętnie unika jakiegokolwiek zaszufladkowania nie pisząc na stronie internetowej ani słowa na temat przynależności tego modelu do któregokolwiek segmentu. Patrząc na długość auta, wynoszącą 4415 mm, jest on minimalnie dłuższy od przeciętnych "kompaktów" i, biorąc pod uwagę charakterystyczną sylwetkę, bliżej mu do crossoverów. Ustalmy więc może na potrzeby niniejszego testu, że Caliber Reloaded to amerykański przedstawiciel tego ostatniego segmentu.
Choć auto jest niewiele dłuższe od np. Forda Focusa w wersji hatchback, jego stylistyka nie ma kompletnie nic wspólnego z autami kompaktowymi, lub crossoverami powstałymi na ich bazie. Długa i szeroka maska, z centralnie poprowadzonym przetłoczeniem, ogromny grill czy też duże reflektory zespolone przywodzą na myśl auto co najmniej numer większe. Wrażenie to potęgują rozdęte nadkola, stosunkowo mała powierzchnia szyb, czy duże, bezczelnie kanciaste lampy tylne zachodzące mocno na boki auta. Poza tym Caliber jest dość wysokim autem, bo łącznie z relingami mierzy ponad 160 cm. Wszystko to sprawia, że najmniejszy Dodge wygląda naprawdę atrakcyjnie i wydaje się dużo większy, niż jest w rzeczywistości. I dobrze, bo w życiu liczy się pierwsze wrażenie.
Kilka chwil spędzonych we wnętrzu Calibra odkrywa jego prawdziwe "ja". Tego auta z pewnością nie można zaliczyć do przestronnych. Przedział pasażerski zapewnia mniej więcej tyle miejsca, ile przeciętny przedstawiciel klasy kompakt, zarówno jeśli chodzi o miejsce na nogi (zarówno z przodu, jak i z tyłu), jak i nad głową. Jeszcze gorzej wygląda bagażnik. Jego pojemność to mikre 296 litrów, podczas gdy absolutne minimum wśród kompaktów to jakieś 350l. Sytuację próbuje ratować regulowany kąt nachylenia tylnej kanapy, ale takie rozwiązanie to nic innego jak bezużyteczny półśrodek. Co gorsza, krawędź załadunku jest położona bardzo wysoko co utrudnia bardzo pakowanie np. ciężkich zakupów.
Prawdziwym gwoździem do trumny okazuje się jednak kokpit, którego design można określić krótko, jako nudny i toporny. Mianem katastrofy można określić materiały, z jakich został on wykonany. Plastiki tego pokroju można znaleźć już chyba tylko w rosyjskich autach, których rodowód sięga czasów Borysa Jelcyna - są twarde, wręcz odpychające. Szczytem wszystkiego są przyciski sterowania elektrycznymi szybami - to po prostu cztery toporne kawałki czarnego ordynarnego tworzywa sztucznego. Nie rozumiem też dlaczego tylko szyba kierowcy sterowana jest w pełni automatycznie, a chcąc zamknąć którąkolwiek inną trzeba trzymać przycisk.
Dusza
Każdy europejski, czy dalekowschodni crossover może zaoferować swojemu potencjalnemu nabywcy kilka jednostek napędowych do wyboru. Amerykanie idą jednak pod prąd i klient zainteresowany Dodgem Caliber nie ma żadnego wyboru i może kupić go tylko i wyłącznie z jednym silnikiem. Pewnie część z Was pomyśli o jakimś dieslu, jako dość naturalnym wyborze w tym segmencie. Nic bardziej mylnego. Pod maską najmniejszego Dodge'a możemy znaleźć jedynie dwulitrowy, wolnossący silnik benzynowy o mocy 156 KM i momencie obrotowym rzędu 190 Nm, osiąganym wysoko, bo przy 5100 obr./min. Co ciekawe, w "starym" Calibrze mieliśmy do wyboru dwulitrowego "klekota" produkcji VAG. Dlaczego zabrakło go, lub jego następcy, w modelu Reloaded, naprawdę nie wiadomo. W motoświecie opanowanym przez ultranowoczesne turbodiesle oraz wszechobecny dowsizing taka opcja jawi się wręcz jako archaizm. Niemniej jednak, opisywany motor jest całkiem zrywny przy starcie i pozwala sprawnie poruszać się w miejskim gąszczu. Sytuacja pogarsza się trochę w trasie, gdzie odczuwalny będzie z pewnością brak elastyczności. Irytuje również dźwięk emitowany przez motor słyszalny w kabinie, gdyż jest totalnie bezpłciowy.
Klienci mogą jednak wybierać jeśli chodzi o możliwość zmiany biegów. Do wyboru są niestety tylko dwa nieciekawe rozwiązania: pięciobiegowy "manual" i bezstopniowy automat CVT. Testowaliśmy auto wyposażone w ręczną przekładnię. Nie należy ona, niestety, do idealnych. Biegi wchodzą ciężko, z wyczuwalnym oporem, a całość działa mało precyzyjnie. Dodatkowo, w trasie odczuwalny staje się brak szóstego przełożenia, które zmniejszyłoby poziom hałasu w kabinie i zredukowało nieco zużycie paliwa. Układ kierowniczy Calibra nie próbuje nawet maskować rodowodu auta - jest mocno "gumowy", mało bezpośredni i nieprecyzyjny.
Na szczęście układ jezdny najmniejszego Dodge'a nie należy do najgorszych. Przede wszystkim dlatego, że świetnie tłumi nierówności, co jest niebagatelnym atutem w naszych realiach. Z drugiej jednak strony auto zauważalnie przechyla się w szybszej jeździe w zakrętach, choć w dużej mierze jest to "zasługą" podwyższonego nadwozia. Zawieszenie idealnie sprawdza się za to w trasie, powodując że jazda Calibrem kojarzy się z podróżowaniem autem o numer większym. Pozostaje jeszcze kwestia spalania. I tu Dodge nie ma się czego wstydzić. Po mieście samochód spalił 11 litrów benzyny, a w trasie równe 8 litrów na każde 100 km. Przy tej pojemności i gabarytach to przyzwoite wartości.
Wpółżycie
Crossovery ze swej natury powinny oferować kierowcom coś więcej niż "standard" w danej klasie samochodów. Jak w tym kontekście wypada Caliber? Cóż, wiemy już że wnętrze nie należy do najprzestronniejszych, a niewielki bagażnik ogranicza walory użytkowe auta. W samochodzie siedzi się wyżej, niż w przeciętnym kompakcie, ale nie poprawia to w żaden sposób niezbyt dobrej widoczności. Niewielka szyba tylna oraz specyficznie skrojony tył sprawiają, że manewrowanie nim na parkingu nie należy do najłatwiejszych. Co ciekawe, czujniki parkowania nie występują ani w standardzie, ani za dopłatą. Dobrze, że lusterka boczne są sporych rozmiarów. Do widoczności w przód też są zastrzeżenia - słupki A są bardzo szerokie i skutecznie mogą zasłonić np. pieszego stojącego na poboczu drogi lub pojazd nadjeżdżający z naprzeciwka po łuku.
Dodge Caliber przyzwoicie wypada pod kątem ergonomii kabiny, a nie jest to domena amerykańskich aut. Poza zbyt nisko położonym włącznikiem świateł awaryjnych, nie ma się czego przyczepić, a należy wręcz pochwalić designerów za ultraczytelny i wygodny w obsłudze układ sterowania klimatyzacją. Niestety pochwał nie można wygłosić pod adresem foteli przednich - są mocno "kanapowate" i kompletnie nie wiedzą czym jest trzymanie boczne. Są też średnio wygodne. Kilkugodzinną podróż czuć wyraźnie w plecach.
Pod kątem funkcjonalności przedział pasażerski Calibra jest mocno przeciętny. Mamy co prawda schowek w podłokietniku przednim, ale najczęściej używanym jest ten po stronie pasażera, który w opisywanym aucie jest nieprzyzwoicie mały (mieści się w nim tylko instrukcja obsługi auta), gdyż jego górna część została zaprojektowana tak, by wygodnie pomieścić 4 półlitrowe butelki z napojami. Jedynym wyjątkowym atutem funkcjonalnym tego samochodu jest zintegrowana latarka, którą znajdziemy w bagażniku.
Do kabiny mam jeszcze jedną uwagę - dawno nie widziałem tak przerażająco ponurego wnętrza auta. Wszędzie otacza nas czarny, toporny plastik. Również fotele są czarno - szare i pogłębiają tylko depresyjny efekt. Aluminiopodobne wstawki to stanowczo za mało, aby ożywić wnętrze. I tu chyba wiem dlaczego producent umieścił we wnękach na kubki? podświetlenie w kolorze szmaragdowym. Dodge Caliber Reloaded SXT kosztuje w promocji 74.900 PLN, co na tle konkurencji jest niezłą ofertą cenową. Wyposażenie seryjne jest wystarczające, dziwi tylko konieczność dopłaty za przednie boczne poduszki powietrzne. Auto objęte jest dwuletnią gwarancją mechaniczną z limitem 120 tysięcy kilometrów i tu również nie wybija się jakoś na tle konkurencji.
Werdykt
Dodge Caliber Reloaded idealnie podsumowuje amerykańskie podejście do motoryzacji. Auto o lata świetlne odbiega od europejskich czy dalekowschodnich konkurentów i to w zasadzie pod każdym kątem. Gdybym miał określić Calibra jednym słowem, brzmiałoby ono niestety "rozczarowanie". Szkoda, że naprawdę atrakcyjne i intrygujące nadwozie skrywa wewnątrz całą armię niedostatków, od tych mało istotnych po naprawdę ważne. I to z pewnością jest główny powód małej popularności tego samochodu na naszych drogach.
Dane
CZYM NAPĘDZANY?
Silnik benzynowy, R4, 16v
Pojemność 1998 cm3
Moc 156 KM (115 kW) przy 6300 obr/min
Max moment obr. 190 Nm przy 5100 obr/min
Skrzynia biegów manualna, 5-biegowa
Napęd przednie koła
JAK DUŻY?
Długość x Szerokość x Wysokość 4415 x 1791 x 1535 mm
Rozstaw osi 2635 mm
Masa własna 1360 kg
Ładowność 590 kg
Bagażnik 296 - 1013 l
Zbiornik paliwa 51,5 l
Nadwozie hatchback
Drzwi / miejsca 5 / 5
NA CZYM STOI?
Koła 215/60 R17
JAK SZYBKI?
Przyspieszenie 0-100 km/h 11,2 s
Prędkość maksymalna 198 km/h
JAK BARDZO SPRAGNIONY?
Spalanie (miasto/trasa/średnie)
- fabryczne 10,1 / 5,9 / 7,4 l/100 km
- w naszym teście 11,1 / 8,0 / 9,5 l/100 km
Średnia emisja CO2 176 g/km
JAK DROGI?
Cena
- już od... 68.000 PLN (2.0L SE, promocja)
- wersja testowana 74.900 PLN (2.0L SXT, promocja)
- egzemplarz testowany 74.900 PLN PLN
Gwarancja
- mechaniczna 2 lata lub 123.000 km
- perforacyjna 2 lata
- na lakier 2 lata
Przeglądy co 15.000 km
Dodge Charger Pursuit 2012 |
Dodge Caliber SRT4 |
BMW 118i Sport Line |















































