Prezentacje

Citroen C5 1.6 THP Confort

2010-12-14

    tekst: Marek Stachoń, zdjęcia: Kacper Szczepański

Samochodowa klasa średnia jest zdominowana przez niemieckich producentów. Jaki sposób na przełamanie tej supremacji znalazł Citroen? Postanowił zaprojektować na wskroś niemieckie auto.

Marka Citroen kojarzy się jednoznacznie z wyszukanym, wręcz awangardowym stylem, sporą odwagą designerską i najwyższym poziomem innowacyjności. Marka ta wyróżnia się, i to mocno, nawet na tle pozostałych francuskich producentów, którzy nie produkują przecież nudnych samochodów. Każdy fan motoryzacji wzdycha głęboko na dźwięk takich nazw jak DS, SM, CX czy XM. Niestety, lata 90-te ubiegłego wieku można jednoznacznie określić jak okres stylistycznego (i nie tylko) regresu marki. Modele takie jak ZX, Xantia, czy Saxo nijak miały się do chlubnej historii Citroena, który wyznaczał stylistyczne trendy. Niestety, w ten nurt wpisał się również model C5, który pojawił się w sprzedaży w 2001 roku. Auto to miało być odtrutką na nudne i bezpłciowe modele produkowane przez koncern od kilkunastu lat, ale główne kontrowersje wzbudziło właśnie u fanów marki. Nadwozie, które miało symbolizować powrót marki do stylistycznej awangardy, było w istocie dziwne, nudne i bezpłciowe. Na szczęście samochód zachował inne przymioty Citroena - był bardzo przestronny, wygodny i komfortowy. W 2004 roku przeprowadzono restyling modelu. C5 otrzymał m.in. nowe reflektory, wyrazisty grill i nowe lampy tylne (które, de facto, wyglądały jakby były na siłę doklejone do reszty nadwozia). To jednak nie wystarczyło. Zainteresowanie tym modelem słabło z miesiąca na miesiąc i pierwsza generacja modelu C5 zakończyła swój żywot w 2008 roku.

Wtedy to miała też miejsce premiera drugiej generacji C5. Wspaniała kampania reklamowa, w której Kurt przemierza ośnieżone drogi Bawarii, by z dumą zaparkować nowego Citroena pod Bramą Brandenburską bez ogródek wskazywała o co chodzi producentowi aut rodem z Paryża - uderzyć w germanofilskich klientów zakochanych w na wskroś nudnych i bezpłciowych Passatach, Vectrach czy Mondeo i dać im jakże elegancki, ale nie ekstrawagancki produkt z najwyższej półki. Czy droga obrana przez Citroena okazała się słuszna?

Ciało 
Nowy C5 zrywa totalnie z nijakim wizerunkiem swojego poprzednika. Styliści marki poważnie podeszli do sprawy i zaprojektowali auto całkowicie od nowa, w ogóle nie oglądając się na stary model. I chwała im za to! Stylistyka Citroena C5 imponuje przede wszystkim wszechobecną elegancją w najlepszym tego słowa znaczeniu. Auto ma dynamicznie zarysowaną linię boczną przechodzącą płynnie w masywny, świetnie ukryty w bryle auta bagażnik. Oczywiście, clou sprawy stanowią detale. Spójrzcie na finezyjnie zaprojektowane reflektory przednie spięte razem przez dwie chromowane linie tworzące logo marki. Świetnie zintegrowano również lampy przeciwmgielne z kierunkowskazami. Jakże intrygująco wyglądają spore lampy tylne zachodzące zuchwale na boki auta. Do tego kilka krzywizn i przetłoczeń wznoszących się ku górze, co zdynamizowało jeszcze bardziej stylistykę samochodu. Przysłowiową wisienką na torcie jest wklęsła w dolnej części szyba tylna, stanowiąca ukłon w stronę kultowego modelu CX, ale będąca jednocześnie zapożyczeniem z większego, bardziej prestiżowego C6. Całość wygląda po prostu idealnie. Stańcie nowym C5 obok któregokolwiek konkurenta z tej samej klasy (nawet z segmentu Premium) i odpowiedź na pytanie "Które auto segmentu D jest najładniejsze" nasunie się sama. Wielkie brawa dla Francuzów, że wreszcie zaprojektowali auto i eleganckie, i prestiżowe, i dynamiczne, pozbawione jednocześnie nachalnej i krzykliwej ekstrawagancji.

Bardzo podobnie wygląda wnętrze auta. Miejsce, w którym znajdują się zegary zostało "ogrodzone" przez kratki nawiewów, tworząc bardzo spójną całość. Ekranu opcjonalnej nawigacji również nie wsadzono po prostu w środek kokpitu, tylko otoczono dynamicznymi liniami. Jednostka centralna jest już bardziej klasyczna w formie, niestety przeładowano ją trochę przyciskami przez co nie jest ona wzorcem ergonomii. Testowana wersja miała ponadto dwukolorowy kokpit i białe podświetlenie przycisków w połączeniu z jasnym plastikiem mocno ogranicza ich czytelność. W modelu C5 znajdziemy słynną kierownicę z nieruchomym środkiem, na którym umieszczono m.in. przyciski sterowania radiem i komputerem pokładowym. Choć samo rozwiązanie wydaje się na początku nieco dziwne, jest naprawdę oryginalne i wygodne.

Oryginalnie zaprojektowano również zegary. Nie znajdziemy tak konwencjonalnych, długich wskazówek, tylko króciutkie wskaźniki "podróżujące" wewnątrz wąskich pierścieni. Wygląda to elegancko i nietuzinkowo, ale z przejrzystością nie jest już tak różowo. Cóż, nie zawsze da się pogodzić oryginalny wygląd z funkcjonalnością.
 
Dusza
Citroen C5 oferuje swym nabywcom aż 10 silników do wyboru - 4 benzynowe i 6 wysokoprężnych. Mieliśmy okazję testować jedną z ciekawszych wersji silnikowych, czyli "benzyniaka" o oznaczeniu 1.6 THP.

THP znaczy nic innego jak Turbo High Pressure, czyli wszystko staje się jasne. Mamy do czynienia z silnikiem zbudowanym w, jakże modnym ostatnio, duchu downsizingu. Nie bez znaczenia jest fakt, że jednostka ta powstała przy współpracy PSA i BMW. Ten niewielki silnik o pojemności 1598 cm3 dzięki turbosprężarce generuje słuszną moc 156 KM przy 6000 obr/min. Bardziej interesująco wygląda sprawa z momentem obrotowym. Mamy aż 240 Nm do dyspozycji i to już przy 1400 obr/min. Jak ten, mały bądź co bądź motor radzi sobie z ważącym około półtorej tony C5? Ogólnie rzecz ujmując, naprawdę dobrze. Moc rozwijana jest harmonijnie, a nisko położony spory moment obrotowy pcha bez większego wysiłku auto do przodu. Dzięki takiej, a nie innej charakterystyce nie trzeba go wysoko "kręcić", aby sprawnie jechać, ale gdy najdzie nas ochota nieco poszaleć, nie ma z tym problemu. Motor dobrze radzi sobie w górnych partiach obrotów i nie dostaje zadyszki. Przyzwoicie wygląda też kwestia spalania. W czysto miejskiej jeździe po Warszawie, auto spaliło 10,7 litra benzyny na 100 km. W trasie bez większego problemu jesteśmy w stanie zejść do poziomu 7 litrów.

Testowany egzemplarz wyposażony był w manualną skrzynię biegów o 6 przełożeniach. Przy normalnej jeździe nie można mieć do niej żadnych zastrzeżeń, jednak sportowo jeżdżący kierowcy na pewno będą narzekać na brak precyzji przy szybkiej zmianie biegów. Układ kierowniczy również nie nastraja do sportowej jazdy - jest wyczuwalnie "gumowy" i nie tak bezpośredni, jak te znane np. z Mondeo czy Passata.

Wersja Confort, którą testowaliśmy, seryjnie wyposażona jest w jeden z wyznaczników marki Citroen, jakim jest hydropneumatyczne zawieszenie nazwane w tym modeli Hydractiv III+. Tradycyjnie już zapewnia ono niespotykany wręcz komfort na dziurawych polskich drogach, choć trzeba przyznać, że bywa na nich głośne. Oczywiście jest ono w pełni adaptacyjne, czyli dostosowuje się do nawierzchni i stylu jazdy kierowcy, można też manualnie regulować prześwit. Dodatkowo, zostało ono wyposażone w tryb sport, który obniża i usztywnia zawieszenie oraz układ kierowniczy.

Współżycie 
Citroeny od zawsze słynęły z wyjątkowego komfortu jazdy. Co z tej cechy zostało w, teoretycznie mocno zgermanizowanym, nowym C5? Na szczęście wszystko. Kabina należy do naprawdę przestronnych i to mimo zauważalnie opadającej linii nadwozia w tylnej części auta. Na ogromną pochwałę zasługują fotele przednie. Są duże, rewelacyjnie wyprofilowane, bardzo wygodne i zapewniają co najmniej odpowiednie trzymanie boczne. Kokpit został wykonany z bardzo dobrej klasy materiałów, również do spasowania poszczególnych elementów nie można mieć zastrzeżeń. Generalnie, gdybyśmy mieli jednym słowem określić kabinę nowego C5, pierwszym chyba słowem, które przychodzi na myśl jest "przytulna". Wrażenie to potęguje jasna tapicerka i rewelacyjne wyciszenie przedziału pasażerskiego. Jedno co zadziwia to fakt, że w samochodzie nie znajdziemy dosłownie ani jednego uchwytu na napoje. Rozumiem, że Francuzi mocno kultywują tradycję picia kawy w swoich kafejkach, ale bez przesady. Nie do końca w parze z przestronną kabiną idzie objętość bagażnika, wynosząca 439 litrów, co stawia C5 na końcu stawki w swojej klasie. Sytuację ratuje nieco składana i dzielona tylna kanapa, albo po prostu kupno wersji kombi. Trochę razi też użycie ordynarnych, dużych zawiasów w klapie bagażnika zamiast niewielkich, dyskretnych amortyzatorów.

Wspomniany wyżej komfort najlepiej przejawia się w jeździe pozamiejskiej. Uderza wręcz spokój, z jakim auto "połyka" kolejne kilometry w akompaniamencie cichego szumu powietrza opływającego nadwozie. Silnik jest niemalże niesłyszalny, a zawieszenie totalnie absorbuje (w zdrowy sposób) kierowcę od stanu nawierzchni. Wszystko to sprawia, że jeżdżąc C5 czujemy się, jakbyśmy jechali autem o klasę wyżej, a to bardzo rzadka cecha.

Nie można mieć też większych zastrzeżeń do wyposażenia seryjnego wersji Confort. Auto zapewnia w zasadzie pełne spektrum elementów zapewniających zarówno bezpieczeństwo, jak i komfort podróżowania. Dziwi jedynie brak w standardzie reflektorów biksenonowych i to przy niemałej cenie podstawowej opisywanej wersji, która wynosi 105.500 PLN. Testowany egzemplarz wyposażony był dodatkowo w nawigację ze 3700 PLN, pakiet obejmujący m.in. czujniki parkowania z przodu i tyłu za promocyjny 1 PLN oraz nieśmiertelną opcję - lakier metalizowany za 2200 PLN.

Werdykt  
Trzeba przyznać, że kampania reklamowa towarzysząca wejściu nowego C5 na rynek była wyjątkowo trafna w swoim przekazie. Citroen pokazał, że potrafi stworzyć auto, które co najmniej dorównuje, a momentami jest zauważalnie lepsze od nieśmiertelnych liderów klasy średniej. C5 to wyjątkowo ładny i elegancki wóz, oferujący taki komfort jazdy, o jakim konkurencja może tylko pomarzyć. Citroen nie musi też wstydzić się jakości materiałów w kabinie czy ich spasowania. Pod maską drzemie prawdziwy high-tech, chociażby w postaci małego "uturbionego" silnika, który powstał przy współpracy z BMW lub też rewelacyjnego zawieszenie hydropneumatycznego. Czy Francuzom uda się więc odebrać Niemcom prymat w bardzo popularnej klasie średniej? Nie jest to, niestety, takie proste. Wciąż w umysłach wielu kierowców pokutuje stereotyp Citroenów jako aut awaryjnych, byle jak wykonanych, i nadmiernie awangardowych (dla przeciętnego Kowalskiego). C5 zadaje im kłam w całej rozciągłości, ale czy to wystarczy?

Dane  
CZYM NAPĘDZANY?
Silnik benzynowy, turbo, R4, 16v
Pojemność 1598 cm3
Moc 155 KM (115 kW) przy 6000 obr./min
Max moment obr. 240 Nm przy 1400 obr./min
Skrzynia biegów 6-biegowa, manualna
Napęd przednie koła

JAK DUŻY?
Długość x Szerokość x Wysokość 4779 x 1860 x 1451 mm
Rozstaw osi 2815 mm
Masa własna 1503 kg
Ładowność 664 kg
Bagażnik 467 l
Zbiornik paliwa 70 l
Nadwozie sedan
Drzwi / miejsca 4 / 5

NA CZYM STOI?
Koła 225/55 R17

JAK SZYBKI?
Przyspieszenie 0-100 km/h 8,6 s
Prędkość maksymalna 210 km/h

JAK BARDZO SPRAGNIONY?
Spalanie (miasto/trasa/średnie)
- fabryczne 9,8 / 5,5 / 7,1 l/100 km
- w naszym teście  10,7 / 7,0 / 8,8 l/100 km
emisja CO2 167 g/km

JAK DROGI?
Cena
- już od... 88.300 PLN (1.8i Attraction)
- wersja testowana 105.500 PLN (1.6 THP Confort)
- egzemplarz testowany  111.401 PLN

Gwarancja
- mechaniczna 2 lata
- perforacyjna 12 lat
- na lakier  3 lata 
Przeglądy co 15.000 km
 

 
Tropiciel cen Sprzedaj swój samochód Auto szukacz
Czy wiesz, że...

Pod maską BMW serii 1 M Coupe

Samochód przyspiesza do 200 km/h w 17,3 sekundy. Model ten osiąga także doskonałe rezultaty pod względem wydajności.
 
Aktualne ceny paliw

Informacje dostarcza: stacjebenzynowe.pl

Mazda CX-5, czyli spóźnienie kontrolowane

Mazda CX-5, czyli spóźnienie kontrolowane

Lepiej późno niż wcale. Tak można określić to, co zrobiła Mazda dopiero teraz prezentując swoją propozycję w segmencie kompaktowych crossoverów, przez niektórych nazywanych też SUV-ami. Grupa samochodów uterenowionych, będących raczej miejskimi pochłaniaczami krawężników, rozwinęła się ostatnimi laty niemal niczym groźny wirus.
Uwaga na auta ze Szwajcarii!

Uwaga na auta ze Szwajcarii!

Kupiłeś auto sprowadzone ze Szwajcarii - uważaj, bo możesz mieć poważne problemy! W latach 2004-2008 trafiło do Polski ponad 1,5 tys. samochodów, przy imporcie których handlarze dopuścili się licznych oszustw i fałszerstw. Sprowadzone ze Szwajcarii auta legalizowano na podstawie podrabianych dokumentów. Fałszowano umowy zakupu radykalnie zaniżając cenę tych samochodów. To pozwalało handlarzom na opłatę symbolicznej akcyzy, cła i kwoty podatku VAT.
Newsletter
Sonda
Czy podoba Ci się nasza strona?
proszę czekać...
Tagi

Twoje sugestie

* wiadomość
e-mail
imię nazwisko
* pola obowiązkowe
zamknij »