Prezentacje

Citroen C4 2.0 HDi Exclusive

2012-01-07

   Autor: Szymon Piaskowski   Zdjęcia: Iwo Wasilew

Czasami by wygrać wojnę, trzeba stosować taktykę przeciwnika. Francuzi w bitwie na kompakty po wskazówki udali się do swoich wschodnich sąsiadów.

TŁO

Citroen, onegdaj marka proponująca śmiałe, wyprzedzające epokę rozwiązania, dziś wtapia się w szary, jednak bądź co bądź solidny, tłum aspirantów, z których każdy chce przekonać do siebie jak największą liczbę klientów. Francuzi wyciągnęli wnioski i po latach produkowania niezbyt ciekawych samochodów (a co gorsza generujących także niezbyt dobre opinie o trwałości i jakości) w końcu odnaleźli swoją drogą. A droga ta prowadzi na wschód… Do Niemiec. A potem na cały świat.

Poprzednia generacja C4, delikatnie mówiąc, wyróżniała się pewnymi dziwnymi cechami, na które wpaść mogli tylko ekscentryczni Francuzi. Elektroniczny zestaw zegarów czy założona "na opak" tylna szyba w wersji 3-drzwiowej to tylko mniejsze "grzeszki" - wewnątrz mieliśmy do czynienia z kierownicą, której środek pozostawał nieruchomy a także przezroczystym wyświetlaczem umieszczonym oczywiście centralnie. W porównaniu do śmiertelnie nijakiej Xsary widać było, że Citroen w końcu zaczął robić swoje, jednak dla większości "normalnych" klientów nie był to wcale powód by pędem gnać do salonu i składać podpis na umowie kupna-sprzedaży. Po kolejną lekcję tworzenia samochodów Francuzi udali się do Niemiec i oto okazało się, że Citroen w końcu wkroczył na ścieżkę sukcesu, co pokazują wyniki sprzedaży modeli C3, C5 czy DS3. Czy nowa "c-czwórka" też będzie kolejnym udanym klockiem tej układanki? W teście wersja top - 2.0 HDi Exclusive.

CIAŁO

Nowe C4 zapomniało o ekstrawagancjach poprzednika i w żaden sposób nie kontynuuje jego historii. Kierownica kręci się jak w każdym innym aucie, elektroniczny wyświetlacz ustąpił miejsca klasycznym zegarom, które wróciły w słuszne miejsce, a ich jedynym dziwactwem jest fakt, że można ustawiać kolor podświetlenia (przy każdej barwie są jednak tak samo nieczytelne), wersji 3-drzwiowej w ogóle się nie przewiduje, a 5-drzwiowa wygląda jakoś tak… normalnie. I co ten Citroen sobie myśli?!

Ano zaczyna myśleć tak jak większość kierowców, którzy, owszem, chcą się wyróżniać i chwalić wśród znajomych gadżeciarskimi możliwościami swojego auta, jednak na co dzień potrzebują po prostu solidnego, schludnego, dobrze wykonanego i komfortowego pojazdu.

Wygląd nowego C4 budzi bardzo pozytywne odczucia. Przede wszystkim zawadiacko wystylizowany przód, poniekąd nawiązujący do tego z większego C5, to najbardziej udana część całości - groźnie zmarszczone, zachodzące na boki reflektory, sporych rozmiarów i ciekawie narysowany przedni zderzak, a także elegancko i ze smakiem łączący to wszystko potężny znak Citroena formują wspólnie jedną z najładniejszych lub kto woli najciekawszych obecnie "twarzy" w klasie kompaktów. Linia boczna to kontynuacja dynamicznej stylizacji przodu - składają się na to ciekawe przetłoczenia, lusterka zamontowane poniżej linii okien czy wymagające dopłaty 1000 złotych, ale mocno podnoszące walory stylistyczne auta 17-calowe obręcze z lekkich stopów typu Phoenix. Tył, w porównaniu do reszty, jest dość spokojny, in plus należy zaliczyć "lotkę" dachową i wrażenie ogólnej masywności i solidności.

A jak Citroen wita pasażerów? Otwierania/zamykanie drzwi nie nastręcza trudności, wszystko działa lekko i z dźwiękiem, który daje poczucie jakości, dostęp do wnętrza jest bezproblemowy, a samo poczucie przestronności nienaganne. Jako, że Citroenem C4 jeździ się tak jak każdym innym autem, a więc na siedząco, fotele zamontowane w nim spełniają swoją rolę bardzo dobrze - nie dość, że są regulowane elektrycznie (również odcinek lędźwiowy) i podgrzewane (dopłata 700 złotych), to całkiem dobrze trzymają ciało, ich twardość zapewnia komfort na dłuższych trasach, a siedzisko nie jest zbyt krótkie. Ah, mają jeszcze funkcję masażu (standard w wersji Exclusive). Z tyłu zamontowano wygodną kanapę z dość pionowym oparciem, wyżsi pasażerowie mogą narzekać tu na brak miejsca nad głową czy stopy (jeśli fotele przednie ustawione są "ku podłodze"). C4 wśród kompaktów mieści się mniej więcej pośrodku jeśli chodzi o wymiary - krótsze nadwozie i mniejszy rozstaw osi niż np. w nowym Focusie czy Astrze nie pomagają w stworzeniu jak najprzestronniejszego wnętrza, jednak ogólne wrażenie jest dobre i nie ma mowy o ciasnocie. Mamy jednak wrażenie, że poprzedni model był bardziej hojny w temacie przestronności kabiny. Optymalnie podróżuje się oczywiście w cztery osoby, wtedy każda z nich może skorzystać z podłokietnika, pojemnych schowków (te w przednich drzwiach bez problemu pomieszczą dużą butelkę napoju), a w międzyczasie podziwiać niebo dzięki panoramicznemu dachowi (za dopłatą 3200 złotych), który przyjemnie rozświetla dość ciemne wnętrze.

Gdzie się nie popatrzeć i czego by nie dotknąć Citroen C4 rozpieszcza także pod względem materiałów, które nie dość, że wyglądają solidnie, to również są miłe w dotyku i co najważniejsze znakomicie spasowane. Tam gdzie sięgają ręce wszystko jest miękkie, a najładniejszy akcent to a’la karbonowa wstawka na tunelu środkowym. Inne elementy "rozweselające" to "prawie" aluminiowe, ale wciąż dobrze wyglądające srebrne otoczki nawiewów i pokręteł.

Bagażnik testowego Citroena to nie tylko wolne litry przestrzeni (380/408 litrów - z lub bez półki, po złożeniu do dyspozycji jest 1183 litrów pojemności), pod klapą znaleźliśmy całkiem porządnie grający subwoofer (część zestawu Hi-Fi marki Denon) a także… markową skrobaczkę Citroena. Dostęp do bagażnika jest dobry, klapa otwiera się lekko, a otwór załadunkowy znajduje się na przystępnym poziomie, szkoda jedynie, że podłoga po złożeniu nie jest równa. Dla narciarzy dodatkowe ułatwienie - podłokietnik "przedziurawiono" tak by można było przezeń włożyć deski.

DUSZA

Citroen, w kwestiach silników, kłania się bardziej miłośnikom diesli niż jednostek benzynowych. W ofercie znajdują się tylko dwa silniki tego rodzaju - 1,4-litrowego o mocy 95 koni mechanicznych pominiemy, zostaje więc 1,6-litrowy motor z zapasem 120 koni mechanicznych. Jednak my, mimo rosnących cen oleju i wyższym rachunku w salonie, postanowiliśmy pojeździć najmocniejszą odmianę z silnikiem wysokoprężnym. Jest to idealny wybór dla tego auta. 2-litrowy silnik HDi rozwija sensowne 150 koni mechanicznych i dysponuje zapasem 340 Nm maksymalnego momentu obrotowego, który "ujawnia się" gdy wskazówka obrotomierza oprze się o 2000 obr/min. W realnych warunkach, mimo sporej masy auta (aż 1426 kg, o prawie 200 kg więcej niż w przypadku najsłabszej wersji benzynowej) pozwala to na sprawne i bezpieczne poruszanie się po drogach. Silnik zaczyna "oddychać" gdy przekroczy około 1700 obr/min i nie przestaje aż do czerwonego pola ustawionego na 5000 obr/min, nie protestując przy tym w żaden niepożądany sposób. Ta jednostka wręcz lubi obroty, choć oczywiście najlepszych subiektywnych odczuć dostarcza w rejonach "trzy-tysięczników". Korzystanie z osiągów nie odbije się czkawką przy dystrybutorze - maksymalne zanotowane zużycie (w mieście przy "ostrym deptaniu") wyniosło prawie 9 litrów na 100 kilometrów, jednak spokojnie można osiągnąć nawet 7 litrów. W trasie Citroen pali tyle co nic, potrafiąc osiągnąć wynik z, a jakże "czwórką" z przodu (przy prędkości 80 km/h), jadąc nieco powyżej tego na co pozwalają przepisy spokojnie zmieścimy się w 6 litrach. Średnio trzeba się liczyć ze zużyciem około 6,5 litra na każde przejechane 100 kilometrów co przy tej masie i pojemności jest nad wyraz dobrym wynikiem, a w połączeniu ze sporym, 60-litrowym bakiem pozwala ujrzeć na komputerze kojący, ponad 1000 kilometrowy zasięg. Duża w tym również zasługa 6-biegowej skrzyni mechanicznej, która jednak mogła by mieć lepsze drogi prowadzenia, gdyż przy szybkim operowaniu drążkiem zdarzają się pomyłki.

Na drodze Citroen zdaje test z właściwości jezdnych w sposób dobry, jednak w żaden sposób nie porywający. Układ kierowniczy jest mdły i stara się izolować kierowcę od tego co dzieję się z kołami przedniej osi, do tego wspomaganie przy wyższych prędkościach zbyt chętnie odejmuje pracy kierowcy. Zawieszenie C4 jest nastawione na "przeżycie" na polskich drogach - jest komfortowe, choć aż tak kanapowych wrażeń z wcześniejszych modeli nie zapewnia. W zakrętach "trzyma się" dostatecznie długo by uznać je za bezpieczne, a ostatecznie przyparte do muru przewidywalnie kieruje pojazd na zewnątrz zakrętu. Przy każdym z kół pracują czujniki systemu ESP, który bezlitośnie hamuje sportowe zapędy kierowcy, nawet gdy ten pokusi się o wyłączenie tego urządzenia. Citroen w żaden sposób nie porywa zatem do szalonego tańca, raczej pozwala się prowadzić wybaczając przy tym błędy kierowcy i… drogowców, choć do komfortu znanego z większej "c-piątki" jednak mu brakuje. Na tle kompaktów jest jednak jednym z liderów, również w kwestiach komfortu akustycznego - nie dysponujemy niestety przyrządem do mierzenia poziomu decybeli jednak od kolegów z zaprzyjaźnionej redakcji wiemy, że tych w kabinie wersji 2.0 HDi nie jest zbyt dużo. Subiektywnie wygląda to tak, że nawet przy prędkościach +130 km/h konwersacji nie zakłóca dźwięk silnika, słychać jedynie szumy toczenia opon.

C4 nie tylko żwawo przyspiesza (8,6 sekundy potrzebuje na "klasyczną setkę"), jego hamulce są również bardzo skuteczne i łatwe do wyczucia, do tego "nie męczą się" przedwcześnie nawet po serii ostrych zatrzymań.

WSPÓŁŻYCIE

Wsiadając do wnętrza C-czwórki na pewno nie poczujemy się w żaden sposób zagubieni. Pokrętła, dźwigienki i przełączniki do wszystkich urządzeń są jasno i czytelnie opisane, a po tym w jaki sposób działają czuć ich poziom dopracowania. Również pod względem ergonomii widać logikę - każdy z przycisków jest umieszczony dokładnie tam gdzie być powinien. Jedynym mankamentem w tej kategorii jest przeładowana kierownica, na której skupiło, tak na oko, o 50% zbyt dużo funkcji. Sam wolant wymaga jednak kilku dodatkowych słów - jego kształt jest bardzo udany, a spłaszczenie u dołu przywołuje na myśl sportowe bolidy. Panel nawigacji jest czytelny, a sam GPS działa dobrze, choć czasami zbyt głęboko bierze sobie do serca komendę szukania najkrótszej drogi (spodoba się wam to jeśli jesteście miłośnikami off-roadu i podziwiania przyrody), generalnie jednak w naszym zakątku Europy radzi sobie nieźle. Cała reszta ustawień komputera pokładowego jest intuicyjna. Możliwość indywidualizacji kończy się na wcześniej wspomnianym doborze podświetlenia zegarów (więcej w galerii) i wyborze… sygnału dźwiękowego. Zegary w C4 są jedyne w swoim rodzaju - wskaźnik paliwa i obrotomierz maja elektroniczną formę, zaś prędkościomierz jest klasyczny.

Testowany egzemplarz nie dość, że miał najwyższą możliwą opcję wyposażenia to jeszcze "ubrany" był w wiele dodatkowych ekstrasów. Seryjnie auto w wersji Exclusive ma pełną "elektrykę" lusterkowo-okienną, skórzane obszycie drążka skrzyni i kierownicy, systemy ABS, ESP i wspomagania ruszania ze wzniesienia, automatyczne światła i wycieraczki, elektryczny hamulec postojowy czy komplet czujników parkowania (przydają się, za ogólnoświatową modą widoczność z wnętrza jest słaba). Oprócz tego Citroen proponuje pakiety dodatkowego wyposażenia, które maja korzystne ceny. Na ten przykład pakiet Navi, w skład którego wchodzi nawigacja z mapami Europy, a także system Hi-Fi Denon kosztuje 5900 złotych, pakiet bezpieczeństwo, który obejmuje system kontroli martwego pola, dwufunkcyjne, perfekcyjnie sprawdzające się ksenonowe reflektory a także czujniki ciśnienia opon wyceniony został na 4000 złotych. Lakier metalizowany to wydatek 1950 złotych. I tak aby wyjechać Citroenem C4 2.0 HDi Exclusive musimy mieć w kieszenie przynajmniej 86.100 złotych, po podliczeniu dodatkowych opcji wychodzi na to, że testowany egzemplarz kosztuje 102.150 złotych. Sporo, ale przecież w takiej konfiguracji nie ma co liczyć na niską cenę.

WERDYKT

Francuski kompakt paradoksalnie tracąc cechy wyróżniające zyskał szansę jakiej Citroen nie miał od dawna. W bardzo wyrównanej klasie kompaktów ma spore szanse w starciu z niemiecką czy koreańska konkurencją. Tak dobrego auta w tej klasie Francuzi nie mieli nigdy i to chyba najlepsza rekomendacja nowego C4. Hasło "prawdziwie niemiecki, made in France" znowu aktualne.

DANE

CZYM NAPĘDZANY?
Silnik: turbodiesel, R4, 16v
Pojemność: 1997 ccm
Moc: 150 KM (110 kW) przy 3750 obr/min
Max moment obr.: 340 Nm przy 2000
Skrzynia biegów: manualna, 6-biegowa
Napęd: przednie koła

JAK DUŻY?
Długość x szerokość x wysokość: 4329 x 1789 x 1489 mm
Rozstaw osi: 2608 mm
Masa własna: 1426 kg
Ładowność: 459 kg
Bagażnik: 380 - 1183 l
Zbiornik paliwa: 60 l
Nadwozie: hatchback
Drzwi / miejsca: 5 / 5

NA CZYM STOI?
Koła: 225/45/17
Zawieszenie:
- przód: kolumny MacPhersona
- tył: belka skrętna
Hamulce:
- przód: tarczowe wentylowane
- tył: tarczowe

JAK SZYBKI?
Przyśpieszenie 0-100 km/h: 8.6 s
Prędkość maksymalna: 207 km/h

JAK BARDZO SPRAGNIONY?
Spalanie (miasto/trasa/średnie):
- fabryczne: 6,5 / 4,0 / 4,9 l/100 km
- w naszym teście: 7,8 / 5,9 / 6,6 l/100 km
Średnia emisja CO2: 127 g/km

JAK DROGI?
Cena:
- już od…: 57.900 zł (1.4 VTi Attraction)
- wersja testowana: 86.100 zł (2.0 HDi Exclusive)
- egzemplarz testowany: 102.150 zł
Gwarancja:
- mechaniczna: 2 lata
- perforacyjna: 12 lat
- na lakier: 3 lata
Przeglądy: wg wskazań komputera

Multimedia
RPmG9s96viM
jLKL7GQguqI
HLjsHbZMpqk
jCaESpfg9hM
 
Zobacz również...

Citroen C4 - pierwsze jazdy testowe w Łodzi

Citroen C4 już w sprzedaży

Citroen C4

Citroen DS3 1.6 THP Sport Chic

Tropiciel cen Sprzedaj swój samochód Auto szukacz
Czy wiesz, że...

Maybach w czasie II wojny światowej był dostawcą silników dla słynnych czołgów?

zobacz jak rozwijała się firma produkujaca jeden z najdroższych samochodów świata...
 
Aktualne ceny paliw

Informacje dostarcza: stacjebenzynowe.pl

Mazda CX-5, czyli spóźnienie kontrolowane

Mazda CX-5, czyli spóźnienie kontrolowane

Lepiej późno niż wcale. Tak można określić to, co zrobiła Mazda dopiero teraz prezentując swoją propozycję w segmencie kompaktowych crossoverów, przez niektórych nazywanych też SUV-ami. Grupa samochodów uterenowionych, będących raczej miejskimi pochłaniaczami krawężników, rozwinęła się ostatnimi laty niemal niczym groźny wirus.
Uwaga na auta ze Szwajcarii!

Uwaga na auta ze Szwajcarii!

Kupiłeś auto sprowadzone ze Szwajcarii - uważaj, bo możesz mieć poważne problemy! W latach 2004-2008 trafiło do Polski ponad 1,5 tys. samochodów, przy imporcie których handlarze dopuścili się licznych oszustw i fałszerstw. Sprowadzone ze Szwajcarii auta legalizowano na podstawie podrabianych dokumentów. Fałszowano umowy zakupu radykalnie zaniżając cenę tych samochodów. To pozwalało handlarzom na opłatę symbolicznej akcyzy, cła i kwoty podatku VAT.
Newsletter
Sonda
Czy podoba Ci się nasza strona?
proszę czekać...
Tagi

Twoje sugestie

* wiadomość
e-mail
imię nazwisko
* pola obowiązkowe
zamknij »