Prezentacje
Audi A4 allroad 2.0 TDI
2010-02-26
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]()
tekst: Marcin Napieraj, zdjęcia: autor
Niektórzy twierdzą, że to samochód idealny. I teoretycznie można przyznać im rację. Ale praktyka mówi, że nawet w Audi A4 allroad można coś poprawić - choć bardzo niewiele. Na samym początku w Japonii postanowiono usatysfakcjonować myśliwych - zaoferowano Subaru Legacy Hubertus. Podniesione, z dodatkowymi osłonami i oczywiście z napędem na cztery koła. Nie wiedzieć czemu marketingowcy z Fuji Heavy Industries w późniejszym okresie odwrócili się od miłośników martwych jelonków i postawili na "chodzących do góry nogami" Australijczyków.
I tak powstała legenda kombi "cross country", czyli Outback. Pod koniec lat 90-ych również szwedzcy farmerzy zaczęli domagać się czegoś, co zastąpi im jednocześnie renifera i samochód - dzięki temu z Outbackiem w testach zaczęło konkurować XC70 CrossCountry. Tego było za wiele dla Niemców. Postanowili uderzyć "z grubej rury". W 2000 roku moda na SUVy dopiero się rozpoczynała, ale warto już było poszukać w niej niszy dla nieco bogatszych nabywców, którzy są na tyle konserwatywni, że nie zrezygnują w 100% ze zwykłego samochodu, ale czasem wolą wypuścić się w miejsce mniej przejezdne (co i tak sprowadziło się raczej do kurortu narciarskiego niż polnych dróg w tych samych górach).
Dołożono więc do Audi A6 Avant nieco plastików, poprawiono wyposażenie, ograniczono silniki do "najfajniejszych", zmieniono zawieszenie i naklejkę na tylnej klapie - Audi allroad odniosło spory sukces. W 2006 roku przyszła pora na zmianę modelu. Tym razem jednak w prospektach firmy z Ingolstadt znaleźć można było Audi A6 allroad. To mogło dać do myślenia. Oznaczenie modelu, od którego wywodziło się podniesienie kombi, sugerowało, że to nie koniec i firma spod znaku "czterech pierścieni" pójdzie za ciosem. I tak też się stało.
Od tego roku Audi postanowiło w końcu wystawić godnego konkurenta dla Volvo i Subaru, czyli zaatakować uterenowioną klasę średnią. Najnowsze A4 allroad, wyposażone w napęd na 4 koła typu torsen i znane jednostki napędowe koncernu, przyozdobione "premium" zarezerwowanym dla Audi, ma zagrać pierwsze skrzypce w klasie. Czy to możliwe?
W teście sprawdzamy, komu jest potrzebny taki samochód i dlaczego akurat taki.
Ciało
Egzemplarz, który dostaliśmy do testów to, trzeba przyznać, chyba najładniejsze zestawienie stylistyczne jakie można wybrać sobie do allroada. Czekoladowo-brązowy lakier metalic z brązowymi osłonami wygląda genialnie, przywodząc na myśl przeznaczenie samochodu (a także bardzo podobny lakier w Volvo XC70), nie pozbawiając go jednocześnie elegancji. Za to pozbawia przyszłego właściciela nieco gotówki, gdyż plastikowe osłony w kolorze nadwozia wymagają dokupienia "pakietu optycznego", co w sumie podnosi nam koszt o 7.920 zł. Do tego wspomniany lakier za 4.320 zł.
Z zewnątrz to zresztą "stare", dobre A4 Avant. Sylwetka kombi została jednak nieco podniesiona i "obudowana" dużą ilością plastikowych osłon. Zmieniono również przedni grill. Przednie lampy z kultowymi już światłami do jazdy dziennej zostały identyczne jak w pozostałych modelach, podobnie jak i tył samochodu z podwójną końcówką układu wydechowego. Trzeba jednak przyznać, że o ile na ulicy za A4 Avant w życiu bym się nie obejrzał, tak allroad zachwyca. No, może przesadziłem, ale wywołuje duże zainteresowanie i jest sporo ładniejszy od swojej "drogowej" wersji. Zwłaszcza, na kołach, które trafiły do testowanego przeze mnie egzemplarza. Osiemnaście cali brzmi dumnie i wygląda rewelacyjnie. Szkoda tylko, że opona 245/45 R18 w zestawieniu z "allroad" na tylnej klapie wygląda po prostu głupio i przekomicznie. Z drugiej strony "na każdą drogę" to jest Defender (jeśli ta "każda droga" nie będzie asfaltową), a przeznaczenie A4 jest wszystkim dobrze znane. Może więc po prostu czepiam się szczegółów. Grunt, że z zewnątrz Audi nic nie brakuje.
A we wnętrzu? Pierwszy rzut oka i widzimy, że mamy do czynienia z segmentem premium. Wszystko jest w najdrobniejszym stopniu dopracowane, przynajmniej w aspekcie jakościowym. Jeśli chodzi o materiały użyte do wykończenia wnętrza, to w tej klasie jest to ścisła czołówka. Mercedes klasy C wypada o wiele gorzej w warstwie wizualnej i nieco słabiej w warstwie organoleptycznej. BMW serii 3 jest nieco inne w stylu, ale poziom bardzo podobny. Fotele allroada zostały pokryte jasną, skórzaną tapicerką. Zwykle stoję murem za każdym przejawem jasności we wnętrzu samochodu. Tutaj też nie zamierzam krytykować koloru wykończenia. W końcu beż z brązem nadwozia komponuje się nad wyraz klasycznie i elegancko.
Same fotele skrytykuje jednak za tapicerkę Valcona. Kosztuje 11.290 zł! Niestety, moje pośladki nie były w stanie odkryć, czym różni się ta tapicerka od standardowej skóry, również dostępnej w allroadzie. Wykończenie i obszycie pewnie jest nieco inne, ale skąd tak abstrakcyjna cena? Za takie pieniądze w tym samochodzie (bo nie oszukujmy się, nie jest to Porsche, gdzie sam znaczek powoduje dwukrotny wzrost ceny wyposażenia) spodziewałbym się, że skóra będzie tak naturalna, że będę musiał ją wyprowadzać na pastwisko. Czyli tzw. "pełen wypas".
Jednak co do samych foteli to wiele nie mogę im zarzucić. Są komfortowe, nieźle trzymają w zakrętach i pozwalają przyjemnie podróżować. To co zaskoczyło mnie w allroadzie to ilość miejsca. Tylna kanapa, choć bardzo wygodna, to wciąż "legendarne" Audi A4, które z konkurencją przegrywa ilością miejsca dla pasażerów. Niestety. Z przodu natomiast jest wygodnie, ale nie przestronnie. Powiedziałbym, że miejsca jest "na styk", a roślejsi kierowcy mogą narzekać na wysoko poprowadzony tunel środkowy.
Na tunelu środkowym znajduje się też, moim zdaniem, największa wada wnętrza Audi - system MMI. Nie wiem kto to wymyślił, ale dla mnie iDrive w BMW jest szczytem prostoty i intuicyjności. Przez cały czas trwania testu miałem problemy z określeniem, który zestaw przycisków przeniesie mnie do odpowiedniego menu. Oczywiście, do wszystkiego można się przyzwyczaić, ale natłok różnych skrótów i "ulepszaczy" powoduje, że "I" w nazwie systemu nie można rozwinąć jako "Intuicyjny". Na szczęście jak już opanujemy jego działanie, urzeknie nas ilość funkcji i ich praktyczność. Dzięki systemowi obejrzymy film na DVD, muzyki posłuchamy z CD, kart SD, czy też dysku twardego, dzięki świetnej nawigacji dojedziemy bezproblemowo do celu, skorzystamy poprzez Bluetooth z telefonu komórkowego, a zagłębiając się w kolejne menu znajdziemy możliwość monitorowania np. stanu oleju w silniku. Innymi słowy - klasa premium w pełnej krasie. Zwłaszcza, że o nasze wrażenia słuchowe dba system głośników firmowany słynną marką Bang & Olufsen. W związku z tym polecam słuchanie muzyki z płyt CD - przy popularnych "empetrójkach" widać, że głośniki nastawione są na dźwięk nieskompresowany i brzmi to po prostu źle.
Dusza
Do napędu A4 allroad posłużyła sprawdzona jednostka grupy VAG, turbodiesel o mocy 170 KM rozwijanej z dwóch litrów pojemności. To udana konstrukcja, która jako pierwsza potrafiła pochwalić się względnym brakiem "TDI-klekotu" - w Audi jest podobnie. Z zewnątrz słychać, z jakiego typu jednostką mamy do czynienia, jednak nie jest to dźwięk nieprzyjemny. Wnętrze oczywiście zostało wyciszone wyśmienicie, a do uszu kierowcy dociera jedynie przytłumiony odgłos pracy silnika. Przy wyższych prędkościach jest on dodatkowo zagłuszany przez opory powietrza.
Umieszczony wzdłużnie diesel napędza poprzez sześciobiegową ręczną przekładnię wszystkie cztery koła, przy pomocy systemu TorSen. Ten stały napęd to chluba firmy z Ingolstadt i trzeba przyznać, że w testowanym Audi sprawuje się rewelacyjnie. Ponadto podniesione minimalnie zawieszenie oraz zwiększony rozstaw kół powodują, że allroad na drogach pozbawionych nawierzchni utwardzonej radzi sobie naprawdę nieźle, natomiast na szosie prowadzi się absolutnie genialnie. Przy naszym stanie dróg kupno zwykłego Avanta nie ma sensu. allroad sprawdzi się dużo lepiej. Jest wyjątkowo stabilny, pewny i bardzo komfortowy. Nawet przy niezmiernie szybkim pokonywaniu zakrętów nie czuć ani rozmiaru, ani wysokości samochodu, ani tym bardziej prędkości. Mimo wspomnianych wyżej dużych felg i niskoprofilowych opon komfort jazdy nie ucierpiał i samochód staje się niesamowitym urządzeniem z serii "panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek". Wygląda atrakcyjnie, prowadzi się świetnie na szosie, a jednocześnie pozwala nie przejmować się zbytnio ubytkami w nawierzchni i drogami polnymi. I to wszystko bez potrzeby korzystania z pneumatycznego regulowanego zawieszenia, jak np. w modelu A6 allroad.
Niestety, w samochodzie minimalnie brakuje dynamiki. Zwłaszcza w sprincie. Co prawda nieco poniżej 9 s do 100 km/h to bardzo przyzwoity wynik, ale po tym samochodzie spodziewałbym się nieco więcej. Na szczęście po wyjechaniu na trasę ten niedosyt znika. Skrzynia biegów jest precyzyjna i dobrze zestopniowana, a w zestawieniu z elastycznym silnikiem, zarówno jazda autostradą, jak i górskimi drogami sprawi nam dużo przyjemności. Samochód przyspiesza bardzo sprawnie w zakresie wysokich prędkości, bez charakterystycznej zadyszki. Wyprzedzanie to sama przyjemność, zwłaszcza, że na dobrą sprawę niewiele trzeba się namachać drążkiem zmiany biegów, aby pozbyć się sprzed przedniej szyby widoku kolumny ciężarówek. Ale właśnie w allroadzie widzę skrzynię S-Tronic. Sześciobiegowy manual nie ma żadnych poważnych wad, ale w tym samochodzie po prostu przestaje pasować, dwusprzęgłowy automat z łopatkami przy wielofunkcyjnej kierownicy będzie idealnym dopełnieniem dla świetnych hamulców, pewnego prowadzenia i przyjemnego silnika.
Współżycie
Życie z Audi to tak na dobrą sprawę dużo przyjemności i świadomość posiadania czegoś, co najbliższe jest pojęciu "samochodu uniwersalnego". Dzięki ustawnemu bagażnikowi o pojemności 490 litrów z paroma zmyślnymi drobiazgami oraz systemem siatek i blokad do ustawiania ładunku, allroad sprawdzi się jako samochód dla rodziny. Z tyłu co prawda nie posadziłbym dwójki dorosłych na trasie wakacyjnego wyjazdu do Hiszpanii, ale nawet z nieco już podrośniętym potomkiem czułbym się komfortowo, zarówno pod względem samej jazdy, jak i funkcjonalności allroada.
Jadąc sam mam do dyspozycji elegancki samochód, wyróżniający się z tłumu, ale nie narzucający się swoim wyglądem, czyli coś, na czym wielu osobom zależy. Dyskretny urok klasy premium w najlepszym tego słowa znaczeniu. Z drugiej strony, patrząc na samochód przez pryzmat mojej osoby miałem nieustanne wrażenie bycia obiektem nienawiści na drodze. Właśnie ów dyskretny urok w połączeniu z brakiem szeroko rozumianego "współczynnika lansu" powodował, że moja młoda osoba była przez innych użytkowników dróg obrzucana spojrzeniem pełnym zawiści dużo bardziej niż w okresie, kiedy po stołecznych ulicach poruszałem się np. Porsche Cayenne.
Zimą bez problemu dojadę kawałek dalej w górach, a latem będę mógł pociągnąć przyczepę z kajakami aż nad samo jezioro. A w razie czego przenocować pod gwiaździstym niebem, dzięki dużemu panoramicznemu dachowi. Gorzej będzie jedynie w mieście, gdzie manewrowanie utrudni mi niewielka widoczność do tyłu i brak czujników parkowania z przodu. Te skierowane "za samochód" są, ale oczekiwałem, szczerze mówiąc, czegoś więcej.
Akceptowalnie natomiast wypada spalanie. Choć nie należy oczywiście brać pod uwagę danych, o których mówi fabryka. W Ingolstadt uznali, że przynależność marki do segmentu premium sama z siebie skutkuje obniżeniem zużycia paliwa. Czemu tak twierdzę? Napędzany na dwa koła Passat Variant ze skrzynią DSG wg danych producenta w trasie spali 5,2 l/100 km. Cięższe o 100 kg Audi ze stałym 4x4 powinno już spalać 4,9 l/100 km. Ciekawe! Praktyka jednak mówi, że wynik ten powinien zamknąć się w okolicach 6,9 l/100 km, a w mieście oscylować między niecałymi dziewięcioma, a jedenastoma litrami, jeśli kierowca to "nieczuły barbarzyńca" i pedał gazu depcze z uporem bębniarza na koncercie rockowym.
Audi A4 allroad to samochód pozbawiony większych wad. Koszt 5.100 zł, jaki odróżnia allroada od zwykłej "czwórki" oznacza, że powinniście od razu kierować się właśnie do tego "wszędobylskiego" modelu. Podstawowy egzemplarz kosztuje 160.100 zł. To cena niezbyt niska, ale w tej klasie nie robi wrażenia. Gorzej, że doposażenie go w drobiazgi, które znalazły się na pokładzie, wyniosło ją do 251.220 zł. I to na dobrą sprawę drobiazgi, które nie są konieczne, żebyśmy mogli cieszyć się wartościowym, ekskluzywnym samochodem. Osobiście zrezygnowałbym ze skóry Valcona, audio Bang & Olufsen, systemu bezkluczykowego, panoramicznego dachu. Rezygnacja z tych tylko dodatków obniżyłaby cenę allroada o ładnych kilkanaście tysięcy złotych. Cena jest zdecydowanie przesadzona i doprawdy nie wiem, co ją może usprawiedliwić. Mając wielkie pieniądze byłbym w stanie wydać je na samochodowe zachcianki, takie jak na przykład rozgwieżdżona podsufitka w Rollsie, ale nie na skórę, która niczym nie różni się od tej, która kosztuje 8.890 zł.
Werdykt
Audi A4 allroad 2.0 TDI to samochód, który bez większych problemów znajduje się w czołówce najlepszych samochodów z jakimi miałem do czynienia. Jednak nie trafia na listę wozów, które chciałbym posiadać w garażu. Dlaczego? Po prostu brakuje mi w nim tego czegoś. Poza tym jest koszmarnie drogi. Nie oddam za niego obu nerek, jak deklarują to niektórzy, ciężko zarobionej "ćwierć bańki" też nie. Nie jest aż tyle wart. Fakt, jest bliski ideałowi samochodu wszechstronnego i nie powinienem marudzić. Ale wymaga modyfikacji konfiguracji, skrzyni DSG, obniżenia ceny i poprawienia obsługi systemu MMI (który kosztuje ponad 14 tys. PLN). Jeśli jednak nie przeszkadzają wam takie drobiazgi, to szczerze go polecam. Ja pozostanę przy Passacie Variant DSG i Maździe MX-5 - wyniosą mnie tyle samo.
Audi obsypane nagrodami |
Nowe Audi A4 - premiera w Poznaniu |
Audi A4 - kuracja odmładzająca |
Audi A4 Avant - sprawdzone w najdrobniejszych szczegółach |











































